Ostatnie wiadomości

Strony: [1] 2 3 ... 10
1
Zgłoszenia / Odp: Podanie - Evan.2073
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Moren dnia Czerwiec 22, 2021, 18:30:31 »
Tak. Mam nadzieję, że spotkamy się w rp.
2
Zgłoszenia / Odp: Podanie - Evan.2073
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Farrand Humfrey dnia Czerwiec 22, 2021, 09:58:25 »
Nie spodziewałem się że tak szybko je napiszesz o.O Daję okejkę i widzimy się na RPach!
3
Zgłoszenia / Odp: Podanie - Evan.2073
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Erza dnia Czerwiec 22, 2021, 01:38:03 »
Opowiadanie, jak i styl pisania bardzo obiecujący. Już nie mogą się doczekać, by zobaczyć w rpach! Jestem na TAK
4
Zgłoszenia / Odp: Podanie - Evan.2073
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Nisheera dnia Czerwiec 22, 2021, 01:22:13 »
W porząsiu. Zapraszam ponownie, jestem na tak :) Fajnie znowu Cię przywitać
5
Zgłoszenia / Odp: Podanie - Evan.2073
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Greg dnia Czerwiec 22, 2021, 01:12:24 »
Jestem na Tak
6
Zgłoszenia / Podanie - Evan.2073
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Umbrella dnia Czerwiec 22, 2021, 00:46:54 »

Część fabularna
- w tej części formularza rekrutacyjnego możesz wykazać się umiejętnością tworzenia opisów. Na tym etapie nie musisz kierować żadną ze swoich postaci w grze, gdyż ma to na celu sprawdzenie Twoich umiejętności językowych. Właśnie dlatego możesz śmiało popuścić wodze swojej fantazji.

***


Jeżeli żadne z proponowanych przez nas podań Ci nie odpowiada - nie przejmuj się! Dla takich jak Ty mamy propozycję - napisz własne opowiadanie! Pamiętaj, aby odnieść się do trzech wymaganych przez nas punktów.


Huk eksplozji i spadających bomb cały czas trząsł polem bitwy, wszędzie krążyły odłamki, niczym dawno zapomniane szrapnele. Zmrożona ziemia była rozrywana co sekundę, kolejne bunkry oraz budynki przemieniały się w perzynę, niczym źdźbła suchej trawy, łamiące się pod nawałnicą. Jeśli pocisk trafił w jeden z okopów – wylatywały stamtąd krwawe kaskady, którymi pokrywane były oderwane kończyny czy głowy. Jeden z imperialnych czołgów modelu „Chimera” został właśnie rozerwany, zaraz po tym, jak pocisk wystrzelony przez żołnierza Chaosu trafił go w boczny pancerz. Przebił nieomal jak masło, by rozerwać całą konstrukcję od środka. Strzelec śmiejąc się tryumfalnie wrzasnął dobrze znany w całej galaktyce okrzyk.
- KREW DLA BOGA KRWI! CZASZE DLA JEGO TRONU! –
Zaraz po tym okrzyku, w jego wzmacniany pancerz, Mark VI, zostały posłane dziesiątki kul z karabinu maszynowego, który udało się ustawić Gwardii. Zaraz, po tym, jak mężczyzna stoczył się z góry, lufa zaczęła przesuwać się po krańcach przeciwnych okopów, z których wyskakiwali kultyści Khorne’a oraz renegaci Gwardii Imperialnej. Jeden po drugim wpadali na powrót do dołów, słaniając całe podłoże własnymi ciałami o dziurawych głowach, piersiach czy ramionach. W bunkrach pomiędzy ostrzeliwującymi się stronami walczyli Marines, zarówno Ci wierni Imperatorowi, jak i Heretycy. Wszyscy z nich mieli na plecach rakietowe plecaki, w dłoniach głównie łańcuchowe miecze oraz boltery. Pomiędzy walczącymi byli zarówno członkowie Ultramarines jak i Blood Ravens czy White Scars, walczyli przeciwko kultystom z Black Legion, którzy widocznie ustępowali pola. Pomiędzy nimi nie było żadnych wyższych rangą Marines. Bomby i artyleryjskie pociski spadały naokoło, jednak żaden z nich nie trafiał w walczących. Drużyna karabinu maszynowego, który ustawiony został na wzgórzu właśnie stała się dopisana na listę wyeliminowanych. Pocisk z przejętego przez Chaos „Basilisk”a, trafił idealnie w karabin, łamiąc go w połowie, fala wybuchowa wraz z ogromną temperaturą spopieliła, a następnie rozerwała Imperialnych Gwardzistów. Towarzysząca działu ochrona miała podobno więcej szczęścia, jednego z nich odrzuciło w tył, łamiąc wszystkie kości o ziemię. Drugiego twarz została spalona, skóra zaczęła spływać po jego torsie, a fala odrzuciła wrzeszczącego mężczyznę do okopu, prosto na samo dno. Tylko to uratowało go od kolejnych pocisków, które spadały w tamto miejsce. Dwójka sanitariuszy natychmiast porwała rannego na nosze, a następnie ruszyli nieomal biegiem do najbliższego punktu medycznego. Pędzili do bunkru, wymijając i przeskakując ciała oraz resztki żołnierzy czy karabinów, byli coraz bliżej. Z każdym krokiem wejście się zbliżało, z każdym krokiem było coraz bezpieczniej. Krzyk rannego nieomal ich ogłuszał, pociski, które spadały dopełniały tej orkiestry. Przypominało to wszystko ogromny koncert, a Oni byli tylko pojedynczymi skrzypcami, które mogły zostać zagłośnione przez wiolonczelę. Wiolonczelę, która właśnie spadała na nich z łoskotem zbroi i rykiem plecaka odrzutowego, raptor spadał z ogromną siłą w dół. Pociski z jego boltera zalały ciało pierwszego sanitarusza Imperialnych, dziurawiły pierś, ramiona, aż w końcu i głowę. Padł wraz z noszami, na których noszony wrzasnął po dotarciu do ziemi. Krzyczał i płakał niezbyt długo, raptorKhorne’a wylądował prosto na nim, mieszając jego flaki oraz krew z błotem okopu, medyka, który zaczął uciekać – chwycił. Uścisk na ramieniu uciekiniera był tak silny, że tamten aż przysiadł w powietrzu. Nie trwało to jednak za długo, pierwsze ostrza łańcuchowego miecza prędko przeciął metalowy hełm, nieomal od razu wżynając się przez jego czaszkę, w mózg. Nie trwało to więcej niż sekunda, kolejne pięć trwało przedzieranie się broni przez całość ciała. Krtań, pierś, biodra – całego mężczyznę na pół. Towarzyszyła temu fontanna krwi, odłamków kości i resztek wnętrzności. Nie zdążył nawet krzyknąć, raptor odrzucił części żołnierze na boki, a następnie ruszył biegiem w stronę bunkra. Odczepił od pasa jeden z granatów termicznych, a następnie wrzucił prosto do budynku, z którego zaczęły nadlatywać pociski małego kalibru, odbijające się od zbroi. W akompaniamencie krzyków i wyskakujących żołnierzy – granat wybuchł. Strop bunkru wyleciał do góry, rozerwany niczym wielka purchawa, ściany skończyły podobnie. Odłamki betonu zmieszanego ze stalą dobiły tych, którzy wyskoczyli. Wszystko na darmo, od śmierci nie ma ucieczki. Raptor, winny tej rzezi, skoczył ku kolejnym żołnierzom – prosto na załogę, rozstawiającą działo laserowe. Leciał unikając lecących ku imperialnym pociskom, unikając dwóch, trzech, dziesięciu – był coraz bliżej. Gwardziści gorączkowo rozstawiali odnogi działa, ładowali je, usuwali się z linii strzału, dostosowywali kąt i wydawałoby się, że na próżno, że ich życia zakończy heretyk, który właśnie unosił łańcuchowy miecz nad ich głowami. Ostrze zaczęło opadać, a w tej samej sekundzie z działa wystrzelił laserowy pocisk, godząc chaosistę prosto w brzuch. Efekt, wizualnie, był przepiękny – mimo zbroi Mark VI, trafionego po prostu rozerwało na dziesiątki części, a jego miecz wyleciał na paręnaście metrów w górę.


Ostrze działało jeszcze przez sekundę, gdy kręciło się w powietrzu, wzbijając pomiędzy płatkami spadającego śniegu oraz lecącymi w dół pociskami artyleryjskimi. Na powierzchni ziemi po tych drugich nie pozostawało za wiele, zlodowaciała skorupa, resztki żołnierzy oraz bunkrów latały wszędzie, były tak samo zabójcze jak karabiny. Kule w ten bezwietrzny, mroźny dzień mogły dosięgnąć każdego, lojalistę czy heretyka. Miecz wykonał swój ostatni obrót w powietrzu i zaczął mknąć w dół, przecinając powietrze, zbliżał się w stronę dwójki obsługujących karabin maszynowy Marines. Obaj byli Blood Angels’ami, którzy wspólnie przelewali kolejnymi kulami krew heretyków w imię swego Boga-Imperatora. To pod ich ostrzałem, jak i wielu innych dział, kultyści Khorne’a kryli się w swych okopach, a Ci, którzy porywali się na heroiczne zrywy – padali na ziemię charcząc oraz konając w agonii na siarczystym mrozie. Ostrze poległego Raptora widocznie nie wybierało bez przyczyny – wbiło się w odsłoniętą głowę sierżanta obsługi karabinu. Mimo, że miecz już nie działał, kolce wryły się głęboko w czaszkę, docierając do mózgi i powodując przeraźliwy wrzask mężczyzny. Z okopu, który przestał być ostrzeliwany zaczęły wychylać się lufy granatników oraz karabinów, a paru heretyków właśnie biegło ku Imperialnym. Nim Marines zdążyli ponownie uruchomić działo – pociski wybuchły, a za nimi granaty. Działo wylądowało parę metrów z tyłu, rozerwane nieomal na dwie części, resztki obsługi działa można by się doszukiwać naokoło w dość sporym promieniu. Duch walki Imperialnej Gwardii, która widziała ten obraz wyraźnie podupadł, większość z nich zaczęła wycofywać się do bunkrów, szczególnie wtedy, gdy renegaci Chaosu pojawiali się w okopie. Zaczęły się walki na bagnety, łańcuchowe miecze i topory, w których żołnierze Imperatora oddawali pola przeciwnikom. Wielu padało z rozciętymi piersiami, podziurawionymi brzuchami przez kule bolterów czy o zmiażdżonych głowach. Ci, którzy mieli więcej szczęścia zostawali rozerwani granatami, których masowo używali kultyści. Nieliczna garstka zamknęła się w bunkrze, zaczęli nawet opatrywać swych rannych za zamkniętymi, żelaznymi drzwiami. Paru strzelców ustawiło się w oknach, broniąc wejścia. Medykamentów brakowało, wszędzie leżały materiały wybuchowe – bunkier był pułapką, zdalnie detonowaną, komisarz szybko rzucał rozkazy, a gdy Gwardziści zaczęli się obijać, kopnął jednego z nich na ziemię. Wyciągnął swój pistolet i strzelił. Idealnie w tył głowy, pocisk bez problemu przebił hełm, a następnie rozrywając czaszkę przeleciał przez mózg, by wbić się w podłogę. Wszyscy, którzy to widzieli zaczęli się wzajemnie poganiać, jeden przez drugiego, jednak… Ta chwila starczyła. Strzelcy na parę sekund przestali ostrzeliwać, a gdy odwrócili się do wejścia było za późno. Jakieś trzy metry przed nimi biegło parunastu kultystów z miotaczami ognia, którymi już celowali w stronę okien. Kule Gwardii mknęły, przedzierając się przez ogniste języki, wyścibujące z luf, niektóre tylko dosięgły swych celów i przemieniły nosicieli miotaczy w ogniste kule, bezwolnie rzucające się po polu przed bunkrem. Przez parę sekund mogli poczuć jeszcze smród palonej skóry, a potem zalały ich fale płomieni. Całe pomieszczenie zostało zapełnione ogniem, granatami oraz pociskami, które w parę chwil przemieniły jego załogę w płonącą breję z kości oraz mięsa. Siły Chaosu zbliżały się do sztabu generalnego armii imperium. Po kilku minutach, gdy heretycy ruszyli w stronę kolejnych bunkrów, ponad horyzontem zaczęły pojawiać się Valkirie, jedna, cztery, jedenaście! Zaczęły schodzić coraz niżej, a ich luki z wolna zaczęły się otwierać – ze świstem poczęły wypadać pierwszy bomby, które gdy tylko dosięgły gruntu wybuchały, podpalając glebę. Płonęli ludzie, maszyny oraz bunkry, a wybuchy rozrywały płyty pancerzy i ciała. Działa kultystów natychmiast zmieniły cel, jedna, dwie, osiem Valkiri z ogromnym łoskotem runęło na pole bitwy, ryjąc w zmarzlinie głębokie rowy, rozbijając się w wielkich wybuchach. Wszystkiemu towarzyszyły krzyki, a nawet płacze, których odgłosy przebijały terkoty karabinów i wybuchy pocisków. Przez to zamieszanie na niebie zaczęły pojawiać się małe, różnobarwne kropki, które rosły z każdą sekundą. Pierwsza, czerwona, kapsuła desantowa z przeogromnym łoskotem wbiła się, głęboko, w glebę. Za nią następne, szkarłatne, niebieskie, a nawet… Czarne, gdy tylko powbijały się w ziemię – ich klapy opadły, a z wnętrz zaczęły powolnymi kropkami wychodzić sporej ilości maszyny. Dreadnought’y. Niedługie, szerokie nogi utrzymujące pudełkopodobny, kwadratowy tułów zakończone hełmami Marines. Z nich wystawały podobnej wielkości ręce, zakończone w dużej mierze karabinami maszynowi, miotaczami ognia czy rakiet, sporymi łapami oraz działami plazmowymi. Te machiny ruszyły w stronę najbliższych walczących, paląc, ostrzeliwując i gniotąc wszystkich, którzy nie zdołali uciec. W stronę dreadnought’ów zaczęły napływać pociski rakietowe.


 Większość tych strasznych maszyn wylądowała pośrodku pola bitwy, pomiędzy walczącymi Marines, niektóre też opadły prosto na bunkry obsadzane przez załogi karabinów czy dział. Bez różnicy. Tam gdzie rozległ się huk po kapsułach desantowych, tam też prędko rozlegały się wrzaski i przekleństwa, trzaski kości oraz eksplozje. Dreadnought’y należące do Black Legion, który walczył tutaj jako jedyna siła Chaosu radziły sobie nadzwyczaj lepiej, z piętnastu… Padło tylko pięć! Tuż po zrzucie, naturalnie. Lojaliści mieli już dużo większe straty, machiny skąpane w krwi heretyków wybuchały od ich granatów oraz pocisków rakietowych, padały jedno po drugiej – z trzydziestu zostało dziesięć. Zawinił prawdopodobnie zły zrzut, ale to umożliwiło Imperialnej Gwardii na kontratak, który został wykorzystany do zajęcia okopów oraz wybijaniu w walkach wręcz lub na krótki dystans dziesiątek kultystów na całej linii frontu tej bitwy. Walki toczyły się na całej planecie! Jednak to tu znajdowały się komanda obu sił. Krzyki, wrzask i wybuchy, płonący heretycy wraz z Imperialnymi biegali pomiędzy lejami po pociskach, niektórzy wbiegali na jeszcze nieaktywowane miny – to co z nich zostawało, nie nadałoby się nawet dla samego Nurgle’a. W jednej chwili całym pole bitwy wstrząsnęła ogromna eksplozja, która przeraziła Gwardzistów, a rozjuszyła heretyków. Zajęte okopy broniły się teraz przed zaciętymi kontratakami, dziesiątkami granatów oraz miotaczy, dział. Huk spowodowany był zniszczeniem jednego z Czcigodnych Dreadnought’ów, rzekomo nieomal niezniszczalnych. Dokonał tego dowódca sił Chaosu, wychodząc z walki nieomal bez szwanku. Nosił w dłoniach ogromną, błyszczącą szkarłatem buławę, która teraz ociekała krwią i płynami z maszyny, której wrak dogasał za Czempionem Khorne’a. On zaczął się głośno śmiać, ruszając do przodu. Był to bezprecedensowy znak dla Armii, by ruszać. Działa zaczęły terkotać ze zdwojoną siła, niektóre były przenoszone coraz bliżej linii frontu, przez co Imperialni, nawet przy wsparciu artylerii, musi wrócić do swoich pozycji. Bronić bunkrów, ponad którymi powietrze przecięły myśliwce Chaosu, przed którymi uciekały Valkirię, parę bomb spadło na pole bitwy. Wybuchy rozrywało zarówno popleczników Khorne’a jak i Imperatora, a na jeden z bunkrów, w którym właśnie trwała został strącony statek lojalistów. Ogromny huk, wrzaski i eksplozja dała się we znaki, rozrywając zarówno betonowe ściany budynku oraz metalowe poszycie Valkirii. Fragmenty obu można by pewnie podziwiać daleko stąd. Mniejsze odłamki jednak działały jak szrapnele, dziurawiąc heretyków i żołnierzy Imperium jak sita, niektórym nawet odcinały kończyny czy głowę albo przepoławiały. Zlodowaciała ziemia spijała coraz więcej krwi.


Resztki budowli, dreadnought’ów i ludzi fruwały przez całe pole bitwy, cienki, okrągły kawał płyty, oderwany przez wybuch od pancerza czołgu typu „Chimera” mknął w stronę okopów Gwardii. Mężczyźni panicznie odskakiwali na boki, chowali się – nie wszyscy. Wywrócone oczy, na wpół otworzone usta, wywalony język posiadała tocząca się głowa sanitariusza, który biegł by pomóc kolejnym rannym. Jego bezwładne ciało opadło na ziemię, w parę następnych sekund obracając się w krwawą papkę za sprawą ognia moździerzy. Resztka pancerza, niczym posępny posłaniec nie skończyła na tym nieszczęśniku, mknęła dalej. Jej ostatnią ofiarą stał się młody, przeciętnego wzrostu szeregowiec, któremu ostrze odcięło rękę w łokciu i nogę w udzie. Przerażony, krzyczący okropnie młodzieniec opadł na plecy, wołał. Miał może dwadzieścia lat, jego młode życie dopiero rozkwitało, narzeczona, dziecko... Krzyczał, płakał i skomlał. Nie wołał już swego imperatora, nawoływał, poszukiwał swej matki. Po licach ciekły mu łzy, które napływały coraz intensywniej, gdy dostrzegł, że leży tuż obok własnych, odciętych kończyn. Dwójka sanitariuszy, która próbowała go ratować robiła co mogła. Uspokajała, prosiła, pocieszała – odpowiadał im tylko przeraźliwy płacz. „Matko! Mamusiu, proszę! Ratuj! Zabierz mnie stąd! Ja nie chcę… NIE CHCĘ UMIERAĆ!… Mamo, kocham Cię, błagam!”, wojna jednak była innego zdania. Wszędzie dookoła gasły młode życia, ludzie, którzy mieli rodziny. Mieli miłość, ale i wierność. Wierność swemu boskiemu Imperatorowi, jedynemu władcy Ludzi. Tu, jednak walczyli zwykli ludzie, gwardziści, tacy jak za czasów dygnitarzy pokroju Hitlera czy Stalina. Broń się zmieniła, stroje się zmieniły, ale śmierć tych zwykłych pozostała ta sama. Zapomniana, okupiona bólem i strachem. To nie byli Space Marines, którzy powstali z ziarna genetycznego pochodzącego prawie w prostej linii od samego Imperatora. Wielcy, silni od urodzenia, dodatkowo trenujący swe ciało wiarą i wysiłkiem, ich życiem była służba Ojcu. Jeśli mieli umrzeć za niego, to robili to. Z oddaniem.   


Zaś w bunkrze sztabowym Imperium, aż wrzało. Dowódca Gwardii Imperialnej głośno przekomarzał się z kapitanem tutejszych Space Marines. Rozmawiano o ewakuacji, zabezpieczeniu uszkodzonych dreadnought’ów oraz uratowaniu żyć gwardzistom. Problem pozostawał tylko jeden. Tego wszystkiego nie dało się pogodzić. Ratując gwardzistów, poświęcało się znaczną ilość tych owianych legendami maszyn kroczących, a działało to także i w drugą stronę. Kłótnia narastała, przez co żaden z dowódców nawet nie był w stanie usłyszeć, że linia frontu niebezpiecznie zbliża się do sztabu. Nie chcieli lub nie słyszeli też tego, że za parę minut znajdą się w zasięgu artylerii heretyków.
- Te „puszki” jak nazwałeś naszych braci to SYNOWIE IMPERATORA! To Space Marines, którzy za Imperium oddali swe ciało! Którzy walczą mimo krytycznych ran! – wrzasnął Kapitan Dezones, stosunkowo młody, jak na swoją rangę, łysy i wysoki mężczyzna w zbroi Czerwonych Aniołów.
- Świetnie! Tylko na litość samego Imperatora! Dlaczego mamy poświęcać tysiące dla kilku?! Ci chłopcy mają żony i dzieci! A te puszki tylko pieprzoną wojnę! Nie jesteśmy z Krieg’a! – wykrzyczał prosto w twarz rozmówcy, akompaniując uderzeniami dłoni w stół Komandor. Był to niski, nawet jak na zwykłych ludzi, mężczyzna o mocno barczystej postawie i kwadratowej szczęce. Na pierwszy rzut oka wyglądał jak typowy ogryn lub po prostu trep, jednak zarówno jego żołnierze jak i Dezones wiedzieli, że ten mężczyzna ma doświadczenie większe niż niejeden imperialny strateg.
- Bo to jego synowie! To święci wojownicy! Do cholery! Tych Twoich paru… - zaczął kapitan, ale umilkł, gdy Komandor wparował mu słowem prosto w początek kolejnego zdania.
- Cholernie świetni wojownicy! Działo plazmowe lub laserowe i tyle ich widzieli! Przestań pieprzyć, Dezones i pomóż mi przygotować ewakuację! Front będzie tu niebawem! – warknął Aghen, przejeżdżając dłonią po krótko ostrzyżonych, rudych włosach. Na dłuższą chwilę zapadła cisza, Kapitan Krwawych Aniołów przez chwilę rozmawiał z kimś przez komunikator ECHO. Dopiero, gdy atmosfera nieco opadła, a Komandor się już wystarczająco uspokoił, Dezones odezwał się ze spokojem.
- Przybyła flota Imperialna, nie mają miejsca na wszystkich, więc część zostanie przekazana flocie Ocalenia, która już kończy ewakuację. Do zabezpieczenia naszej zostaną zesłane drużyny terminatorów, których… Też musimy ewakuować. Za stratę choćby jednego, będziemy odpowiadać przed dowódcami. – ostatnie zdanie nieomal wyburczał, a potem zaczął zakładać swój hełm, a za jego przykładem poszedł zarówno Komandor, jak i jego adiutant. Wszyscy chwycili swoje bronie i skierowali się w stronę wyjścia. Było dość spokojnie, chociaż walczących już dało się dostrzec przez niewielkie otwory widokowe. Było spokojnie. Było. Najpierw był świst, a potem dla całej trójki świat oszalał na parę sekund. Wszędzie był pył, huk i betonowe odłamki, lecące niczym szrapnele na wszystkie strony. Siła wybuchu była na tyle potężna, że odrzuciła nawet Kapitana Space Marines parę metrów do przodu, a potem rzuciła nim na ziemię. Komandor wylądował parę metrów dalej. Leżeli. Dwie sekundy, których potrzebowali na wstanie i zrzucenie z siebie ciężkiego płaszcza szoku zdawały się wiecznością. Setkami wieków, a trwało to pewnie dłużej, gdyby nie przeraźliwy krzyk. Paniczny, agonalny wrzask, który górował ponad bitewną wrzawą – adiutant. Siła fali uderzeniowej rzuciła go w dół, prosto na wystające z dziury po pocisku i części okopu… Metalowe pręty i resztki desek. Jeden z metalowych elementów zaczynał się w okolicach jego pośladków, przechodził przez całe ciało i wychodził pomiędzy obojczykiem, a barkiem. Drugi godził w nerkę, a kolejny prosto w wątrobę. Komandor wyciągnął powoli podręczny bolter, obserwując ze współczuciem, jak nieszczęśnik machał nogami, kopał w powietrzu i rzucał głową na boki. Krótki gest palca, dociśnięcie metalowej zapadki. Pocisk opuścił lufę z ogromną prędkością i trafił idealnie w czoło. Oddając przysługę i zbrodnię zarówno. Aghen traktował swojego adiutanta jak człowieka honoru, a tacy ludzie nie zasługują na cierpienie. Komandor schował pistolet, a następnie obydwaj ruszyli dalej. Wśród biegających sanitariuszy, wydających rozkazy sierżantów i wybuchów dookoła, a także taktycznych drużyn Space Marines, już tylko z Krwawych Aniołów. Walki jak tutaj toczyły się na całej planecie, to DOPIERO nazywać można było wojną światową. Walczono tutaj o każdy skrawek lądu, i… Imperium tą walkę przegrywało. Śnieg od kilku minut zaczął intensywniej padać, zerwał się także wiatr, zacinając prosto w oczy broniącym się w okopach imperialnym. Thunderhawki i Valkirie, jednak już lądowały, gotowe zabierać ludzi do ewakuacji, a kapsuły i zrzuty bojowe terminatorów już lądowały. Uzbrojeni w pazury energetyczne, młoty bojowe i tarcze, wojownicy w zbrojach typu Terminator byli praktycznie niezabijalni. Przynajmniej… Nie dla zwykłych heretyków czy nawet Space Marines Chaosu. Aghen odwrócił się, siadając na pokładzie jednej z Valkirii. Spojrzał prosto na pole bitwy, które przejmowali w coraz większym stopniu niewolnicy Bogów Chaosu. To była całkowita porażka sił Imperium. Cała planeta… Tyle ofiar… pokręcił głową, a następnie dał sygnał pilotowi, ten poderwał maszynę, zabierając ich, wraz z paroma żołnierzami na statki floty Ocalenia…






Część niefabularna - w tej części formularza rekrutacyjnego zostały zamieszczone pytania nieklimatyczne, dotyczące bezpośrednio Ciebie. Zanim do nas dołączysz chcielibyśmy lepiej Cię poznać, więc liczymy na szczere odpowiedzi!

***


~ Podaj nazwę swojego konta z Guild Wars 2 [PRZYKŁAD: Xyz.7241]:

- Evan.2073

~ Jakie jest Twoje doświadczenie z roleplay? Czy miałeś/aś kiedyś styczność z tym trybem rozgrywki? Czy grałeś/aś w jakieś inne gry RPG, zarówno te papierowe, jak i te online?

- http://wiki.l6f.pl/Askja_Sangbleu

~ Jak długo grasz w gry z uniwersum Guild Wars (zarówno pierwszą, jak i drugą część)? Jak oceniłbyś/abyś swoją znajomość lore tej gry?

- Nielepiej niż wcześniej, a w zasadzie - mniej, ale fantasy to fantasy.

~ W jakich gildiach byłeś/aś wcześniej, grając w Guild Wars 2?

- http://wiki.l6f.pl/Askja_Sangbleu

~ W jaki sposób dowiedziałeś/aś się o naszej gildii? Dlaczego chcesz do nas dołączyć?

- http://wiki.l6f.pl/Askja_Sangbleu

~ Opisz siebie w kilku zdaniach.

- Wracam z ustabilizowaną karierą, brakiem czasu na więcej niż jedną grę wieczorami, narzeczoną z Chin i powoli rozkręcającym się biznesem za plecami.

I'm back!

PS. Pozwoliłem sobie wkleić swoje niedawne opowiadanie. Sądzę, że wiecie doskonale na co mnie stać, jeśli chodzi o odgrywanie.

~ W jakich godzinach można Cię spotkać na grze?

- To dobre pytanie! Zazwyczaj wieczorne.
7
Newsy / Wyniki wyborów- czerwiec 2021
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Mimetka dnia Czerwiec 20, 2021, 12:47:58 »
W głosowaniu wzięło udział 5 z 14 uprawnionych do głosowania Towarzyszy, co dało nam frekwencję powyżej 33%. Czyni to wybory ważnymi.

100% głosów było na "Tak", zatem kadencja Falknera zostaje przedłużona o kolejne trzy miesiące.

Gratulujemy!
8
Newsy / Wybory - czerwiec 2021
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Mimetka dnia Czerwiec 17, 2021, 13:05:51 »
Od dzisiaj (17.06.2020) przez 48h każdy członek Ligi Sześciu Filarów z rangą Towarzysza bądź wyższą może oddać swój głos w wyborach na Radnego. W tym miesiącu decydujemy, czy Falkner ma zachować stanowisko.


Aby oddać głos, należy wysłać prywatną wiadomość na konto Wybory o treści TAK, jeśli Falkner ma zostać, lub NIE, jeśli uważacie inaczej. (link bezpośredni do okna wysyłania PW) Pamiętajcie, każdy głos się liczy.
9
Newsy / Wyniki wybory Maj 2021
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Falkner dnia Maj 27, 2021, 18:37:10 »
Wyniki wyborów już są. Jednomyślnym głosem Mimi została wybrana na kolejną kadencję, zatem zostaje na stanowisku Radnej.

Gratulacje!
10
Newsy / Wybory Maj 2021
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Falkner dnia Maj 24, 2021, 22:12:28 »
Od dzisiaj (24.02.2020, godz. 20) przez 48h każdy członek Ligi Sześciu Filarów z rangą Towarzysza bądź wyższą może oddać swój głos w wyborach na Radnego. W tym miesiącu decydujemy, czy Mimetka ma zachować stanowisko.


Aby oddać głos, należy wysłać prywatną wiadomość na konto Wybory o treści TAK, jeśli Mimetka ma zostać, lub NIE, jeśli uważacie inaczej. (link bezpośredni do okna wysyłania PW) Pamiętajcie, każdy głos się liczy.
Strony: [1] 2 3 ... 10