Autor Wątek: Podanie - Draco.8610  (Przeczytany 489 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Drzuma

  • Mały Złośliwy Troll
  • Kandydat
  • *
  • Wiadomości: 13
  • Płeć: Kobieta
    • FB

Część fabularna
- w tej części formularza rekrutacyjnego zamieszczone zostały trzy sytuacje, w których możesz wykazać się umiejętnością tworzenia opisów. Na tym etapie nie musisz kierować żadną ze swoich postaci w grze, gdyż ma to na celu sprawdzenie Twoich umiejętności językowych. Właśnie dlatego możesz śmiało popuścić wodze swojej fantazji.

***


~ Przed Tobą ukazał się właśnie najwspanialszy, najznakomitszy i najsławniejszy wojownik na całym znanym świecie. Los chciał abyś to właśnie Ty wyruszył/a z nim na następną przygodę pełną niesamowitych przeżyć, mrożących krew w żyłach niebezpieczeństw i stworzeń, o których nie śniło się żadnym bardom. Jednak wcześniej nasuwa się proste pytanie: Jak wygląda ten bohater? Opisz postać, jej wygląd, zachowanie, a także być może dokonania postaci, która właśnie w tej chwili pragnie zabrać Cię na niezapomnianą przygodę...

- Jesteś gotowa?
Kończyłam wiązać buty w pozycji klęczącej, wzrok wbijając uporczywie w ziemię, gdy usłyszałam niski, nieco szorstki głos. W pierwszym odruchu chciałam odburknąć "co cię to obchodzi" albo "odwal się", jak to zwykłam mawiać do reszty tej cholernej zgrai łachmytów i poszukiwaczy przygód od siedmiu boleści.
Gdy jednak uniosłam wzrok, wpierw promienie słońca okalające mężczyznę oślepiły mnie na kilka sekund. Po chwili dojrzałam krótkie, kruczoczarne włosy zaczesane nieco do tyłu. Tygodniowy zarost i skronie zdobiła lekka siwizna, ale oprócz tego rycerz wyglądał na chłopa w pełni sił. Po czym wywnioskowałam, że to rycerz? No bo ja wiem... Może po tym, że miał na sobie pełną zbroję płytową i tabard z płonącą różą, symbolem najznamienitszego zakonu rycerskiego na tym kontynencie... a może nawet i na świecie. Każdy skrawek metalu na jego ciele był solidnie wypucowany i błyszczał się tak bardzo, że zastanawiałam się, czy nie wytwarza, aby sam z siebie światła. Gdy rycerz pokazał śnieżnobiałe zęby w uśmiechu, byłam już niemal całkiem pewna, że to człowiek-słońce, albo coś w tym guście.
- Sir Arnold — mruknęłam, doskonale wiedząc kto przede mną stoi. Znany wszystkim o ilorazie inteligencji większym od ameby, pogromca elfów i człowiek, który zjednoczył ludzi i orków przeciwko najazdom cholernych driad.
Właśnie ten bohater narodów stał teraz przede mną i wlepiał we mnie błękitne gały, czekając, aż ruszę z nim na krasnoludy.
- Jestem gotowa. Skróćmy ich tak, że nawet na skoszonym trawniku nikt ich nie dojrzy — wstałam, ale mimo to nadal patrzyłam na niego "z dołu".
Nie przepadam za tym, gdy ktoś góruje nade mną niczym góra stolca nad mrówką, ale w tym wypadku byłam gotowa przeboleć ten fakt. Tym bardziej że z ust mężczyzny wyrwał się donośny śmiech, którego echo mogłoby pewnie wywołać w górach nie jedną lawinę. Niemniej śmiech miał boski. Dołeczki w policzkach, zmarszczki w kącikach oczu sugerujące nie tylko wiszący nieuchronnie nad rycerzem czas, ale też fakt, iż ciężko się uśmiechał. Jak ktokolwiek mógł się temu oprzeć? Może pogłoski o tym, że jego wrogowie padali przed nim na kolana w zachwycie, a samym mrugnięciem potrafił zerwać do boju nawet najtrwożniejsze serca, były prawdziwe? Byłam skłonna w to uwierzyć, bo przecież sama zerwałam się, jakby mnie prąd kopnął. Próbując przyjrzeć mu się nieco dokładniej, zauważyłam miecz półtora ręczny przy pasie. Cudeńko! Rękojeść była niezwykle bogato zdobiona. Jelec mienił się srebrem i klejnotami, chwyt opatrzony kawałkiem porządnej skóry z wizerunkiem srebrnego smoka, a głowica wyglądała, jakby w srebrze zatopiono smocze oko. Przy takiej broni mój niewielki sztylecik oraz krótki łuk wyglądały jak dziecięce zabawki. Tak samo moja skórzana zbroja. Sir Arnold musiał być niezwykłym człowiekiem, skoro chciał kogoś takiego jak ja zabrać ze sobą i poduczyć. Miałam wielkie szczęście i nie mogłam go zmarnować.
Patrząc na jego zadowolenie, zrobiłam dobre wrażenie.
- Nie martw się. Ty też dorobisz się takiej broni – powiedział, zauważywszy chyba, jak uważnie analizowałam miecz, a następnie poklepał mnie po ramieniu.
Miał chyba więcej krzepy niż jaskiniowy troll, z którym czasem pijam rum, bo o mały włos nie wytrzepał mi płuc tym łupnięciem. A raczej się wstrzymywał, więc wolałam nie wiedzieć, ile potrafi wycisnąć na ławce. Osobiście nie byłam typem siłaczki. Stawiałam na zręczne palce, cichy krok i uniki. Tym bardziej cieszyło mnie, że wreszcie trafi mi się wsparcie kogoś silnego, kto przyjmie na klatę całe gówno, a ja będę tylko sprzątać. No bo bądźmy szczerzy. Który zafajdany krasnalik na widok takiej sławy nie ruszy nań z toporem? Oczywiście w celu wykazania się i innych głupot. A cel, który nie jest skupiony na mnie, bym musiała robić uniki to… martwy cel. Znaczy prawie. Te dupki mają porządny pancerz. No ale dam radę.
Uśmiechnęłam się, więc tylko i kiwnęłam głową, wlewając w ten gest całą swą ekscytację, więc uroczy śmiech Sir Arnolda znów rozbrzmiał w mych uszach. Kątem oka widziałam zazdrosne spojrzenia, które rzucali koledzy w moją stronę. Nie mogłam się powstrzymać i lekki uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Oto ruszam na wojnę z legendą! Bójcie się krasnale, elfy, driady, niziołki i inne durne lalunie! Nadchodzimy!

(tak, to ten sam z pierwszego podania - wybaczcie, ale się nad nim nasiedziałam wtedy w stresie i go kocham xD pozostałe dwa dam nowe)



~ Przed Tobą pojawił się wielki i chyba niestabilny portal do innego wymiaru. Poczułeś/aś bardzo dziwne uczucie, które kazało Ci przekroczyć tą międzywymiarową bramę. Strach nie grał teraz żadnej roli. Szybko założyłeś/aś parę ulubionych dżinsów, nieco już wyblakłą od wieku bawełnianą koszulę, która od dłuższego czasu sprawiała Ci trudności przy dopięciu ostatniego guzika, parę schodzonych trampek po starszym bracie i wkroczyłeś do magicznej wyrwy. Po drugiej stronie widziałeś wiele cudów, o których nigdy wcześniej nie słyszałeś/aś, jednak teraz nasuwa się pytanie: Co takiego zobaczyłeś? Opisz krajobraz, który dostrzegłeś/aś po przejściu do innego wymiaru...

Widok zaparł mi dech w piersiach. Wiedziałem, że nigdy więcej nie ujrzę już czegoś tak wspaniałego oraz że mój lud przyzna mi w tej kwestii rację. Ciężko było objąć cały krajobraz, gdy ma się jedno oko, więc bardzo powoli przyjrzałem się otoczeniu, a także temu, co majaczyło w oddali, powoli przesuwając głową o lewej do prawej strony, z portalem za plecami.
Na początku ucieszył mnie niezwykle fakt, że nie byłem daltonistą... niemoc obejrzenia tak wielu pięknych barw byłaby ogromną stratą. Na przykład trawa... Miękka i puszysta niczym postrzępiona wata, miała kolor turkusu, błyszczącego za sprawą porannej rosy w promieniach dwóch słońc, z których jedno było żółte, jak u nas w domu, a drugie miało odcień różu. Co ciekawe, oba słońca były nieco słabsze niż to które znałem z rodzimych stron, a więc mogłem na nie patrzyć bez obaw, iż moje ostatnie sprawne oko oślepienie. Mimo tego, pracując razem, dawały dość ciepła, by klimat przypominał nieco tropikalny — ciepło i nieco wilgotno, ale nie duszno... nie... powietrze było tutaj czyste i świeże, co było zapewne zasługą przepięknych i bujno rosnących wokoło roślin. Najmocniej uwagę przykuwały wielkie drzewa. Były wysokie na jakieś pięć pięter, rozłożyste, o białych, gładkich konarach oraz gałęziach wijących się i tworzących niesamowite rzeźby. Ich liście miały kolory od lekkiego fioletu, przez czerwień, karmazyn, a nawet róż, granat i purpurę. Spomiędzy ich gęstwiny dochodziły przepiękne dźwięki, przypominające nucenie wesołej melodii. Zapewne tutejsza fauna — może ptaki? Niestety nie ujrzałem, na razie ani jednego.
Oprócz ogromnych drzew, które dawały cień i schronienie, było też wiele niższych roślin. Smukłe, strzeliste drzewka i rozłożyste krzewy o równie ciekawej kolorystyce, co ich więksi sąsiedzi. Widziałem nawet grzyby wielkości małych drzewek, ogromne paprocie i niezwykłe skały, wystające z puszystej trawy w najróżniejszych miejscach i pozycjach, które przywodziły na myśl najróżniejsze kształty, a ich kolorystyka... Zapierała dech w piersiach. Może i była to zwykła skała, ale gdyby tam skąd pochodzę, najzwyklejszy kamień mienił się niczym lekko przezroczysta perła... nikt nie potrzebowałby kamieni szlachetnych.
Zarówno portal, jak i ja, znajdowaliśmy się w sumie na dość rozległym urwisku, pod którym słychać było szum wody. Zielonkawe morze ciągnęło się z prawej strony aż po horyzont, a z lewej, widziałem w oddali majaczące góry, które mieniły się tęczowymi barwami.
Po dłuższej chwili trwania w bezruchu najwidoczniej tutejsza fauna postanowiła, że nie stanowię zagrożenia i wszystko odżyło. Ptaki zaczęły latać, niewielkie gryzonie skakać między roślinami w poszukiwaniu pożywienia i nawet w wodzie słychać było pluski i igraszki tamtejszych mieszkańców. Nie byłbym w stanie nikomu opisać piękna tych istot i ich kolorów. Przy nich wszystko inne traciło swój blask.
- I jak? Gotowy? - Usłyszałem zza pleców wołanie. Jeden z moich podwładnych wołał zza portalu.
Odwróciłem się w jego stronę z zadowoleniem i kiwnąłem mu głową. Ten przekazał dalej kilka rozkazów i po chwili portal powiększył się za sprawą urządzenia podtrzymującego, które utrzymywało portale w dużym rozwarciu i nie pozwalało się im zamknąć.
Po chwili więcej moich pobratymców przeszło przez wrota, a wraz z nimi wkroczyły specjalne maszyny. Mój zastępca zatrzymał się u mego boku i skłonił lekko.
- Co mam przekazać Imperatorowej? - Zapytał z szacunkiem.
- Powiedz, że w tym świecie jest tyle życia, że wyssiemy z niego ogromne zapasy energii. I że może powiększy się jej oranżeria o kilka ciekawych, nowych gatunków — na moich ustach widniał uśmiech zadowolenia.
Tak. Piękno, kolory, życie. Wszystko to niebawem zniknie stąd ku chwale naszej Wiecznie Żyjącej Imperatorowej i ku chwale naszego królestwa. Za kilkadziesiąt lat, będą tu jedynie skały i smog... Stworzymy tu cywilizację, dzięki której moi bracia i siostry będą mogli się bezpiecznie osiedlić.



~ Zapowiadał się kolejny zwykły, szary wieczór spędzony na pracy za ladą "Maruśki", miejscowej oberży. Przyciągał on zbyt mało klientów, abyś mógł/mogła poszczycić się pensją wyższą od tej, która zapewnia Ci jedynie możliwość utrzymania mieszkania. Szykowanie drinków, ścieranie lady i podawanie napojów gościom było dość nużącym zadaniem, szczególnie, że musiałeś/aś wykonywać je przez całą noc. Dzisiaj jednak byłeś/aś świadkiem nieprzyjemnego incydentu. Teraz nasuwa się pytanie: Co takiego właściwie się wydarzyło? Opisz sytuację, która miała miejsce tego wieczoru w oberży "Maruśka".

Najbardziej chciałabym drogi czytelniku opowiedzieć Wam prawdę... o tym, że miała tu miejsce akcja w stylu „Mistrzu Gry, karta L4 i narka”, czyli nasza bohaterka zwinęła się z roboty i tyle ją widzieli... że wpadła po drodze na przystojnego, bogatego hrabiego, który ją porwał i chciał pojąć za żonę, ale uratował ją przelatujący smok, który go zjadł i na którym odleciała w siną dal, siejąc postrach wśród rycerzy i tworząc Ligę Zjednoczonych Księżniczek i Barmanek... Niestety jednak nie byłaby to ani prawda, o realizmie już nie wspominając. Pozwólcie, więc że opowiem wam, jak było na prawdę.
Słońce już niemal zaszło i nasza bohaterka sądziła, że czeka ją kolejny, (nie)zwyczajny dzień w jej ukochanej oberży. Pracowała tutaj już od wielu lat i można powiedzieć, że była wspólniczką właściciela — wszak wlała w to miejsce własny różowy pot i nie jeden już raz starła swoje kopytka na tej zmaltretowanej, zaszczanej, zarzyganej i obryzganej piwem, drewnianej posadzce. Słucham? O co pytacie? Kopyta? A... no tak, tak. Bo widzicie, nasza cudowna barmanka o imieniu Mell, jest faunem. I to nie jakimś zwyczajnym, kozim dupkiem, jak to się niekiedy mówi. O nie, nie! Ona jest faunem różowego jednorożca. Tak. Ma długie, kręcone i gęste, różowe włosy, bladą, delikatną skórę, róg na czole, a zamiast ludzkich nóg, ma końskie, zgrabne nóżki o różowej sierści i lekko różowych kopytkach. Ma również różowawy ogonek. Ubiera się też w róż. Dlatego można powiedzieć, że mimo jej wzrostu - 140 cm — nie da się jej przeoczyć w tej ogromnej oberży pełnej trolli, orków, ludzi, centaurów, wilkołaków, kosmitów, cyborgów i co tam się jeszcze napatoczy. A no właśnie. Zapomniałabym dodać, że ta oberża nie jest... zwyczajna. Jej drzwi są zaczarowane. To jednocześnie portal do wielu różnych wymiarów i dlatego tutejsza klientela bywa najróżniejsza i niekoniecznie "z jednej bajki".
Wróćmy, jednak do wydarzeń ów felernego wieczora. W "Maruśce" panował, jak zwykle zgiełk i ogólnie zebrała się zgraja najróżniejszych indywiduów. Mellcia, jakby nigdy nic, śmigała od stolika do stolika z zamówieniami, w takim tempie, że niektórzy nie zdążyli nawet "pomyśleć", o tym, co zamówili, a już mieli to na stole przed sobą. Istna perfekcja! Niestety. Wszystko się zmieniło, gdy drzwi otworzyły się z łoskotem i do środka wszedł podejrzanie wyglądający jegomość w czerwonym płaszczu i kapeluszu z piórkiem, którego twarz zdobił czarny, kręcony wąs, a miast lewej ręki, miał hak. Elegancik wszedł, jak do siebie i rozsiadł się przy jednym z pustych stolików, stawiając na nim niewielką latarnię... a nie, moment. To tylko wyglądało jak latarnia, ale w rzeczywistości, była to niewielka klatka z małą, dzwoniącą w środku wróżką. Oczywiście nie takie rzeczy się tu widywało, więc Mell, jakby nigdy nic poszła klienta obsłużyć.
- Pan pojedynczo, czy panią też obsługiwać? - Zapytała grzecznie, bo główną zasadą "Maruśki" było: klient ma pierwszeństwo... nie ważne, że uprowadził królewnę, zjadł babcię, czy idzie spalić wszystkie światy galaktyki... Musi zostać obsłużony! Toteż stosując się do ich głównej zasady, Mell postanowiła subtelnie się zorientować, czy wróżkę też ma obsługiwać, czy może nie.
- Ona nic nie je ani nie pije dzisiaj. Ja zaś poproszę kufel najlepszego rumu i może gulaszyk? - Jegomość był niezwykle uprzejmy i sympatyczny... przy tym oczywiście walił przegniłym gnojkiem... oraz morską wodą... ale na to faunka nie zwracała uwagi.
Poszła za ladę przygotować zamówienie i wtedy się zaczęło. Na wcześniejsze słowa dotyczące zamówienia mężczyzny z wróżką, zareagował pewien elf o długich blond włosach. Ubrany był iście po królewsku, na plecach łuk, a przy jego stoliku siedział jeszcze rudy krasnolud i ciemnowłosy człowiek z zarostem prawdziwego niechluja.
- A czemuż to panienka nie je i nie pije?! Czyżbyś łachudro żałował jej strawy i napitku?!
Facet podniósł wzrok na elfa i się skrzywił. Już miał coś powiedzieć, gdy nagle z innego stolika poderwał się facet w czarnych szatach i czarnym hełmie na twarzy, przez co, jego oddech przypominał nieco oddech astmatyka. Przy pasie miał na dokładkę coś, co chyba miało być mieczem, ale miało tylko rękojeść — jakie to smutne.
- Czy czujesz się uciśniona, o pani?! - Zapytał, ale tak niewyraźnie z powodu na maskę, że większość go zignorowała.
Jeszcze kilku klientów zaczęło wstawać z miejsc — niektórzy, o mniejszym rozmiarze, wchodzili na stoły, jak to w przypadku niskiej, czarnej myszy w czerwonych portkach. Przekrzykiwali się jeden przez drugiego i nowy klient nie miał nawet okazji się odezwać. Mell zauważywszy to, uznała, że bezpieczniej będzie przesiedzieć to za ladą, gdzie miała ewentualnie drogą ewakuacji przez tajny tunel, która prowadziła na zewnątrz. Widać mieli dzisiaj dzień ratowania dam z opresji, czy coś. Dwa tygodnie temu mieli dzień porównywania podbojów, ale odbył się niezwykle spokojnie i pokojowo. Miała nadzieję, że i tym razem tak będzie.
Niestety coraz więcej osób włączało się do awantury, niektórzy stawali po stronie nieznajomego, podkreślając, że "co im do tego" i w ogóle. W końcu ktoś nie wytrzymał i poleciało pierwsze krzesło. Dla Mell był to znak, by "dać nura" za ladą i nie wychylać główki, bo mogłaby oberwać. Usiadła, więc sobie pod ladą na przygotowanej na takie sytuacje podusi, wzięła jakąś flaszkę i zaczęła sobie wesoło pociągać — wszak burzę trzeba przeczekać!
Bez sensu byłoby opisywać przebieg całej tej rozróby — nieważne kto kogo uderzył, kto czym w kogo rzucił itp. Ostatecznie latarenkę z wróżką odebrano mężczyźnie. Zrobił to przedstawiciel jakiegoś zmechanizowanego gatunku, u którego głowa przypominała Mell latarkę — po prostu miał jedno, święcące na czerwono "oczko", który stanął teraz w bezpiecznej odległości przy drzwiach i uniósł latarnię wysoko w górę.
- Koniec niewoli! - Krzyknął z zadowoleniem.
- Dajcie spokój! Ona ma taki fetysz! Lubi być wiązana albo zamykana! A nie je i nie pije, bo ma dzisiaj post! Sam jej mówiłem, że jest szczupła jak osa, ale jej to nie przekonuje — mężczyzna w końcu dostał możliwość przekrzyczenia całej zgrai.
Jak na potwierdzenie jego słów, mała wróżka w latarni zaczęła kiwać głową i wyciągać ręce, jakby chciała do niego wrócić. Nieco zażenowani swym zachowaniem i speszeni klienci, zaczęli zajmować swe miejsca lub sprzątać bałagan. Pan-maszynka właśnie miał ruszyć, oddać wróżkę, gdy drzwi otworzyły się z łoskotem, a on odleciał do tyłu, wypuszczając latarnię. Obiekt z wróżką poleciał przez pół karczmy, zarył o jakiś stolik, tak że aż drzwiczki się otworzyły i wróżka wypadła przez okno prowadzące do stajni, która była oczywiście w pakiecie z oberżą.
- O nie! Ratuj się kto może! - W oknie pojawił się... osioł i zaczął wrzeszczeć, a po chwili dało się słyszeć psiknięcie.
Przez okno wleciała wróżka i przeleciała przez całą salę, jakby coś ją właśnie "zdmuchnęło"... albo raczej "wydmuchnęło" i wpadła prosto na swojego towarzysza. Zaraz po tym padło kolejne "a psik", ale tym razem towarzyszyła mu struga ognia.
- Cholercia, a prosiłam, by zrobić ognioodporny boks na smoki — pisnęła Mell i tyle ją widzieli. Ewakuowała się przez swój tunel, a wszyscy klienci zaczęli prędko uciekać.
Ogólnie oberża po kilku minutach stanęła w ogniu, którego ugaszenie zajęło dobre kilka godzin, a odbudowa kilka tygodni. Na szczęście Mell wykorzystała ten czas na swój zaniedbywany urlop — to był jedyny plus całej sytuacji.






Część niefabularna - w tej części formularza rekrutacyjnego zostały zamieszczone pytania nieklimatyczne, dotyczące bezpośrednio Ciebie. Zanim do nas dołączysz chcielibyśmy lepiej Cię poznać, więc liczymy na szczere odpowiedzi!

***


~ Podaj nazwę swojego konta z Guild Wars 2 [PRZYKŁAD: Xyz.7241]:

- Draco.8610

~ Jakie jest Twoje doświadczenie z roleplay? Czy miałeś/aś kiedyś styczność z tym trybem rozgrywki? Czy grałeś/aś w jakieś inne gry RPG, zarówno te papierowe, jak i te online?

- Od czasów dinozaurów. Jako dzieciak PBFy, a potem RP w grach MMO oraz stare, dobre, tradycyjne RPG na papierku

~ Jak długo grasz w gry z uniwersum Guild Wars (zarówno pierwszą, jak i drugą część)? Jak oceniłbyś/abyś swoją znajomość lore tej gry?

- W pierwszą nie grałam. W dwójkę zaczęłam w dniu kiedy wyszła. Szybko ją ukończyłam (dosłownie ukończyłam - nie miałam wtedy nic do roboty)... więc odpuściłam na kilka lat by się coś nowego "zadziało". Wracam i gram jak tylko mogę i nie utrudnia mi tego praca

~ W jakich gildiach byłeś/aś wcześniej, grając w Guild Wars 2?

- Dragon Nexus - była małą, wesołą gildyjką (ang). Oprócz tego Yggdrasill Storytellers (ang) zrzeszające maniaków RP bez obowiązku reprezentowania gildii ani niczego takiego. Byłam też w Krukach.

~ W jaki sposób dowiedziałeś/aś się o naszej gildii? Dlaczego chcesz do nas dołączyć?

- Za pierwszym razem dowiedziałam się od Durruka, a teraz to po prostu pamiętam o gildii i skoro wróciłam, to oczywiście ją odszukałam :D / Jeśli zaś pytacie "why" - Bo bez gildii, a już zwłaszcza RP, nie ma sensu grać w MMO (moim zdaniem)

~ Opisz siebie w kilku zdaniach.

- W kilku. Ok. Napiszę w sumie na nowo, bo ostatnio nie wiedziałam, co pisać.
Zaszczytny i wspaniały rocznik '91 (wiadomo, że każdy kocha swój rocznik, więc niech tradycji uwielbienia stanie się zadość). Innymi słowy, jestem już niezwykle sta...młodym stworkiem (159 cm wzrostu pozwala mi na mówienie o sobie w ten sposób)... Syndrom Piotrusia Pana to delikatnie powiedziane. Pracuję w szkole językowej jako lektor ang/jap, a także z młodzieżą na obozach. Uczę głównie dzieci i nastolatków, no i to im poświęcam wiele czasu w moim życiu - niemal tak samo dużo, co zwierzętom (wolontariat w fundacji). Wcześniej studiowałam japonistykę, ale potem się pozmieniało w moim życiu i obecnie pyrtam sobie na pedagogice opiekuńczo-wychowawczej, z zamiarem zostania tam już na zawsze i pilnowania - niczym Cerber - by nie wychodziły stamtąd w świat zwyrole, co miast uczyć dzieci by je wpitalały.
Hm... Kocham fantastykę, książki, komiksy, popkulturę ogólnie - i tę polską i amerykańską. Ogółem nie lubię wymieniać zainteresowań, bo mam ich masę i staram się każdemu poświęcać, chociaż odrobinę czasu... xD Więc jeśli chcecie wiedzieć, czy mamy wspólne hobby/miłości to po prostu zapytajcie - będzie łatwiej no i będzie to początek rozmowy, a to świetny wstęp do znajomości... rozmowa... cool wynalazek w ogóle :D
Ok. Miało być kilka zdań i nie liczyłam, ile mi ich wyszło, ale w sumie to tyle, nie będę nic dodawać, bo jak wspominałam - wystarczy do mnie napisać :) Najlepiej na steam (Drzuma) albo discordzie (Drzuma#0422) :D

~ W jakich godzinach można Cię spotkać na grze?

- Rano albo wieczorami. Po południu tylko, jeśli akurat nie mam dużo na głowie, lub jedynie pracę zdalną.
"Mistrz Gry ma zawsze rację. Jeśli jej nie ma, to rzuć k20. Jeśli wyjdzie od 1 do 20, to znaczy, że MG ma rację"

Lockey

  • Towarzysz
  • ***
  • Wiadomości: 342
  • Płeć: Mężczyzna
Owszem, czemu nie ^^

Forest

  • Towarzysz
  • ***
  • Wiadomości: 43
Ja nigdy nie mam obiekcji do nowych osób w gildi które włożyły trochę czasu i serca w napisanie podania. Więc ode mnie jest Tak

Tank

  • Towarzysz
  • ***
  • Wiadomości: 79
  • Płeć: Mężczyzna
  • I'm a Tiger, you're a Maus.
Cześć, ode mnie TAK

Ez

  • Towarzysz
  • ***
  • Wiadomości: 46
  • Płeć: Mężczyzna
Przyjemnie się czytało, opisiki rozbudowane, ode mnie również TAK.

Glacial

  • Specjalista
  • ****
  • Wiadomości: 1113
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nałogowy Altoholik
Ode mnie także TAK.

Nisheera

  • Vyvanse.6830
  • Radny
  • *****
  • Wiadomości: 908
  • Płeć: Kobieta

Mimetka

  • Radny
  • *****
  • Wiadomości: 642
  • Płeć: Kobieta
  • Naczelna maruda.

Mimetka

  • Radny
  • *****
  • Wiadomości: 642
  • Płeć: Kobieta
  • Naczelna maruda.