Autor Wątek: Podanie - Eilen.1638 i Alford.5739  (Przeczytany 368 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Walezy

  • Towarzysz
  • ***
  • Wiadomości: 38

Część fabularna
- w tej części formularza rekrutacyjnego zamieszczone zostały trzy sytuacje, w których możesz wykazać się umiejętnością tworzenia opisów. Na tym etapie nie musisz kierować żadną ze swoich postaci w grze, gdyż ma to na celu sprawdzenie Twoich umiejętności językowych. Właśnie dlatego możesz śmiało popuścić wodze swojej fantazji.

***
Jeżeli żadne z proponowanych przez nas podań nie odpowiada Ci - nie przejmuj się! Dla takich jak Ty mamy propozycję - napisz własne opowiadanie! Pamiętaj, aby odnieść się do trzech wymaganych przez nas punktów.

Był piękny, ciepły poranek nad dżunglą Maguuma. Tutaj, w samym jej sercu, roślinność urzekała intensywnymi kolorami, a także dosyć wybujałymi rozmiarami. Nieśmiałe promienie słońca okalały liście wielkości człowieka albo nawet norna, a gdzieniegdzie dostrzec można było ogromne krople rosy. Widok był bajeczny, a jednak, niestety, tereny opanowane swego czasu przez roślinnego smoka nadal nie należały do bezpiecznych. Tu i ówdzie wciąż można było napotkać żądne krwi mordremy, nie wspominając już o dzikich zwierzętach, którym dżungla była domem od dawna.
Względne zagrożenia nie odstraszyły jednak dwójki spacerowiczów – dwóch czarnych sylvari, odzianych w zbroje. Wędrowali oni sobie w kierunku majestatycznego wodospadu, który obecnie bardziej mogli usłyszeć, niż zobaczyć. Ich kroki zaś były lekkie i może nieco zbyt beztroskie. Gdyby nie fakt, że byli uzbrojeni po zęby, można by pomyśleć, że przyszli tutaj na piknik.
– Nie jestem pewien, czy znajdziemy tą roślinę. Dali mi tylko opis wyglądu, a tu jest całe mnóstwo... „szorstkich liści z ostrymi końcami”. – Mruknął Vez, niższy sylvari, o oczach czarnych jak dwie studnie bez dna. Jego „fryzurę” stanowił ciemny granatowy kwiat z tyłu głowy, obecnie zamknięty w pąk i ukryty pod czarnymi liśćmi. Zbroja, którą nosił, zrobiona była z czarnej, zdobionej subtelnie płyty, zapinanej bladozielonymi paseczkami. Na plecach zaś przytwierdzoną miał niewielką, okrągłą tarczę, na której namalowane były połączone ze sobą symbole dnia i nocy. Tuż obok przypięty był długi łuk z czarnego drewna, zdobiony drobnymi wzorami, połyskującymi zielenią. Przy pasie zaś sylvari przypiętą miał buławę, która przypominała kawał wyciosanego lodu na kiju.

– Bardzo precyzyjni są w tym twoim zakonie. – Odmruknął marudnie pod nosem wyższy sylvari. Zdecydowanie wyższy, bo wzrostem najprawdopodobniej dobijał dwóch metrów, a jeśli nie, to z pewnością było mu do nich bardzo niedaleko. Choć kwiecisty przedstawiciel dzieci Bladego Drzewa nie był szczupłym chuchrem, to jednak przy swoim kompanie wypadał dosyć słabo. Valanassir, bo tak nazywał się wielkolud, był postawnym jegomościem, którego sylwetka zbliżona była do sylwetki młodego norna. Korę miał ciemną i twardą, a na głowie wyhodował sobie długie, lśniące paprocie, związane teraz dla większej wygody. Za tajemniczą rośliną rozglądał się zza przyciemnianych szkieł, które nijak chroniły właściciela przed ewentualnymi pociskami – inaczej, niż jego strój. Odziany był porządnie, choć ograniczył ilość płytowych części zbroi, stawiając bardziej na grube, acz bardziej elastyczne, skóry i tkaniny. Na plecach niósł dwuręczny askaloński miecz z jasnego stopu metali, specjalnie przystosowanego do walki z użyciem strażniczych płomieni.
– Serio, nic więcej nie mówili? – Dopytał zaraz, zerkając na dół, na swojego kompana. – Zapach, tereny, w jakich lubi uwić sobie korzonki. Co oni, myślą, że jak sylvari, to znamy się z każdym kwiatuszkiem w Tyrii? – Dodał z lekką frustracją, rozkładając w bezradności ręce. Tłukli się po jungli już dłuższy czas, wkraczając powoli na coraz to mniej bezpieczne tereny.
Roślinność zdawała się być coraz to gęstsza, ciemniejsza, złowroga. A jednak nadal było tu pięknie. Ogromne lilie górowały nad głowami dwójki podróżnych, blokując rozłożystymi płatkami dzielnie przebijające się przez tropikalną toń promienie wschodzącego słońca. Robiło się coraz ciemniej, ciszej i nawet szum wodospadu wydawał się niknąć w czeluściach tropików. Tutaj czas leciał zupełnie inaczej.

– Tereny dżungli, bliżej wody i w zasadzie tyle. – Odparł kwiecisty sylvari flegmatycznym głosem. – Podobno czasami mają jeszcze drobne, czerwone kwiatki o błękitnym wnętrzu, ale to nie jest zasada. – Podniósł głowę, by spojrzeć również na swego towarzysza. Wtem jednak, gdzieś przed nimi, rozległ się dźwięk nadciągających w ich stronę kroków. Tupot wręcz, wnioskując po prędkości i ilości najpewniej co najmniej dwóch osobników dwunożnych. Vez przystanął natychmiast i choć pierwszą jego myślą było ukrycie się w krzakach, wpierw jednak aktywował barierę nad sobą i Valanassirem. Tak na wszelki wypadek, wszak nie wiedział jeszcze, czy w ogóle z wrogiem mieli do czynienia.
Wyższy strażnik również zatrzymał się gwałtownie, odruchowo już wyciągając rękę przed niższego sylvari w geście obronnym. Szybko jednak dłoń zabrał, wszak Vez, choć niewątpliwie był przeuroczym kwiatkiem, na polu walki radził sobie świetnie i nie potrzebował dodatkowej ochrony. Valanassir zachował milczenie, nawet oddechem nie chcąc zakłócać sobie nasłuchiwania. Powoli sięgał do rękojeści miecza, czerwonymi, wąskimi ślepiami badając najbliższe otoczenie. Wróg to, czy sojusznik? W tych rejonach obstawiał niestety to pierwsze i też na najgorsze się przygotowywał. Nie raz i nie dwa ścierał się z niedobitkami po Mordremothcie. Nie raz i nie dwa stawał też ramię w ramię z Vezem, przy którym czuł się tak pewnie, jak nigdy wcześniej. Mógł na niego liczyć i wiedział, że cokolwiek by nie zmierzało w ich stronę, nie dadzą się pokonać.
– Chyba nie tylko my przyszliśmy zbierać kwiatki. – Szepnąć chciał do swojego kwiecistego towarzysza pół żartem, zachowując jednak przy tym pełną ostrożność. Nie wiadomo, z której strony nadejdzie atak, a kroki mogły być tylko zmyłką odwracającą uwagę od kryjących się w cieniach przeciwników. Miecz chciał w końcu wydobyć, długi i ciężki, choć w rękach wysokiego sylvari wydawał się leżeć idealnie.

Już po chwili zobaczyć mieli źródło dźwięku, wyłaniające się kilkadziesiąt metrów od nich. Trójka mordremów wybiegła zza krzaków na ścieżkę zupełnie tak, jakby właśnie organizowali sobie poranny jogging. Pierwszy z nich był nieco wyższy, a na plecach niósł wielki młot, zaś dwaj niżsi uzbrojeni byli w trudne do zidentyfikowania na pierwszy rzut oka bronie z części zniszczonych statków. Natychmiast dostrzegli na swej drodze dwie czarne jak noc istoty, a równie prędko zauważyli, że nie był to nikt im podobny. Największy więc sięgnął od razu po młot, a palcem wskazał na podróżników.
– Za Mordremotha! – Krzyknął niskim i chrapliwym głosem, a pozostała dwójka już szykowała się do ataku. Vez nie zdążył już odpowiedzieć nic Valanassirowi, jednak odpiął swój łuk, zaczynając od razu go naciągać. Z boku mogłoby wydawać się to dziwne, bo nie miał żadnych strzał, jednak krótkie spojrzenie na towarzysza prędko miało to zmienić.
  W palcach Veza bowiem zmaterializować miała się strzała. Błękitna, przejrzysta, wyglądająca jak duchowa broń. Była to wszak duchowa strzała, którą magią uformował Valanassir zaraz po porozumiewawczej wymianie spojrzeń.
- Będę cię osłaniać. - Oznajmił paprotkowy sylvari, miecz w dłoniach dzierżąc chyba bardziej w ramach broni ostatecznej, gdyż wolał trzymać przeciwników na dystans. Nie było to wcale tak trudne z jego magią, która umożliwiała mu tworzenie duchowych broni - były jego konikiem. Na drugim miejscu plasowały się bariery, które wzmacniane magią kwiecistego partnera stały się jeszcze mocniejsze, niż dawniej.
- Skup się na tych mniejszych, ja będę trzymał wielkiego na dystans. - Mruknął do łucznika, spojrzenia nie spuszczając z trójki przeciwników. Modremy, choć często głupie, nie należały do przeciwników, których można było lekceważyć.

Vez miał w zasadzie dokładnie taki sam plan, więc słowa towarzysza tylko utwierdziły go w przekonaniu, że nie ma co czekać. Natychmiast posłał strzałę w stronę jednego z mniejszych mordremów. W samą porę, gdyż ten właśnie sięgał po broń, która okazała się bardzo prowizoryczną, ale jednak strzelbą. Nie zdążył jej wyciągnąć, gdyż strzała trafiła w jego czoło, przez co padł na plecy i nie zanosiło się, by miał jeszcze wstać. Drugi z mniejszych, uzbrojony w dwa miecze, wybiegł za to do przodu, mknąc prosto na parę sylvari. Tuż za nim, nieco wolniej, sunął największy mordrem, przymierzając się już do ciosu młotem. Kwiecisty strażnik i tym razem nie zamierzał próżnować, naciągając znów łuk, zaraz po oddaniu pierwszego strzału. Tak jak i wcześniej, teraz także zmaterializowała się w jego rękach strzała, która gotowa była do wystrzału. Prócz duchowej strzały wyższy strażnik zmaterializował obok siebie duchowy młot - swoją ulubioną broń z arsenału strażniczych broni. Młot, na rozkaz swojego twórcy, podleciał w stronę wielkiego mordrema, biorąc zamach i uderzając w wielkoluda, który, choć ociężały, zdołał sparować atak całkiem sprawnie. Nie o powalenie jednak chodziło Nassirowi, a o zajęcie jegomościa walką ze strażniczą bronią, w czasie gdy on sam mógł osłaniać Veza, który to z łuku strzelał. Valanassir zacisnął palce na rękojeści swego miecza, przyjmując postawę gotowości do walki. Liczył jednak, że jego kwiatuszek pozbędzie się drugiego smoczego pomiota, jednak nie mógł bezgranicznie uznawać, że tak właśnie się uda. Był gotowy ciąć mieczem przeciwnika, gdy tylko znajdzie się zbyt blisko.
Druga strzała tym razem nie trafiła już tak idealnie. Mniejszy mordrem nie był głupi, a widząc, jak skończył jego kolega, postarał się o w miarę precyzyjny unik. Strzała drasnęła więc jedynie jego ramię, a to zaś nie powstrzymało go przed skokiem na dwójkę sylvari. Jako, że to Valanassir stał z przodu, to na niego zamachnął się smoczy pomiot, wyprowadzając dwa ciosy mieczami, jeden po drugim i od dwóch boków. Na tą chwilę Vez skrył się za swoim paprotkowym partnerem, całkowicie pewien, że ten sobie poradzi. Kwiatek potrzebował teraz krótkiej chwili, by odłożyć łuk na miejsce, a sięgnąć po buławę i tarczę. Zbyt blisko już znaleźli się przeciwnicy, więc chciał się na nich przygotować!
Mniejszy pomiot smoka, choć taktykę miał całkiem dobrą, to jednak w starciu z tym duetem nieskuteczną. Dwie egidy i dodatkowe bariery skutecznie obroniły Valanassira przed ciosami, a on sam, gotowy już na skok przeciwnika, zamachnął się mieczem i bardzo boleśnie wbił ostrze między drewniane konstrukcje przypominające żebra. Siła uderzenia zachwiała przeciwnika, przez co pokracznie padł na ziemię tuż pod buławę Veza. Strażnicza parka nie miała chwili wytchnienia, bo wielki Mordrem, wcześniej zajęty odganianiem duchowego młota, w końcu ciosem swej broni unicestwił uformowaną w oręż magię strażniczą i z wściekłością natarł na parkę sylvari. Choć wydawał się ociężały, to jednak kroki miał szybkie i pewne. Ziemia aż dudniła od kolejnych tąpnięć wielkoluda, a płonące zawiścią oczy i wykrzywione groźnie usta mogły wywołać lęk u niejednego spacerowicza. Jednak Nassir i Vez nie byli byle sadzonkami, a doświadczonymi w boju wojownikami, których jakiś tam wielkolud przestraszyć nie mógł. Wyższy strażnik zamierzał wykorzystać szarżę przeciwnika przeciwko niemu. Magiczne łańcuchy niczym caledońskie robale przebiły się przez warstwę ziemi i oplotły kostki wielkoluda. Ten, nie spodziewając się takiego zwrotu akcji, runął ciężko z nieszczęśliwym stęknięciem, a jego ogromny młot łupnął zaraz obok Veza, o mało co nie lądując na nim właśnie. Od siły uderzenia w ziemię tuż obok kwiecisty strażnik zachwiał się lekko, jednak nie zamierzał dawać mordremowi czasu na pozbieranie się. Zamachnął się, dobijając leżącego wielkoluda ciosem buławy w łeb. Wszystko się udało, z wyjątkiem tego, że z rozpędu Vez stracił równowagę i padł na swoją ofiarę. Na szczęście już niegroźną!
To było szybkie. Ledwo przeciwnicy pojawili się, a już byli poskładani, a przy okazji dwójka sylvari oczyściła serce Maguumy od smoczych pomiotów przynajmniej w niewielkim procencie. Niższy strażnik po chwili oszołomienia zaczął gramolić się, by wstać z tego martwego potwora.
– To zdecydowanie nie wyglądało mi na roślinę, której szukamy. – Mruknął przy tym, mając oczywiście na myśli roślinnych przeciwników.

Valanassir aż prychnął na ten komentarz pod nosem, obserwując, jak jego partner się gramoli. W pierwszej chwili chciał się rzucać do pomocy, ale kwiatuszek był bardzo zaradny i poradził sobie sam.
– No niestety, trochę wyrośnięty ten twój chwaścik się okazał… – Mruknął, rozglądając się zza ciemnych okularów po okolicy. Wodospad był blisko, woda była, już nawet trochę brodzili po podmokłym terenie. Wytężył wzrok, wykorzystując chwilę, gdy Vez dochodził do siebie po spektakularnej wywrotce. Spojrzał na wielkie cielsko mordrema, okrążając je , jakby chciał się upewnić, że faktycznie jest martwe. Zaraz jednak coś przykuło jego uwagę i schylił się nad pomiocim truchłem dosyć nagle. Vez mógł przyglądać się temu z dozą niezrozumienia, jednak zaraz wszystko stało się jasne. Cudem ocalały, niezauważony podczas bitek, poszukiwany kwiatuszek znalazł się aktualnie między zdrewniałymi nogami smoczego sługi. O mało co nie zdeptany, a tym bardziej prawie zgnieciony, a jednak - przetrwał! Zerwał go paproci strażnik. Kwiatek wraz z charakterystycznymi listkami zaraz wręczając Vezowi co najmniej tak uroczyście, jakby oferował mu właśnie bukiet róż.Warta była ta fatyga, bo dostał Nassir najlepszą nagrodę w zamian - delikatny uśmiech swojego personalnego kwiatuszka.
  Delikatny, ale jakże szczery! W końcu jego paproci partner uratował sytuację i nie przybyli tutaj na marne.


Część niefabularna - w tej części formularza rekrutacyjnego zostały zamieszczone pytania nieklimatyczne, dotyczące bezpośrednio Ciebie. Zanim do nas dołączysz chcielibyśmy lepiej Cię poznać, więc liczymy na szczere odpowiedzi!

***

~ Podaj nazwę swojego konta z Guild Wars 2 [PRZYKŁAD: Xyz.7241]:


- Eilen.1638

- Alford.5739


~ Jakie jest Twoje doświadczenie z roleplay? Czy miałeś/aś kiedyś styczność z tym trybem rozgrywki? Czy grałeś/aś w jakieś inne gry RPG, zarówno te papierowe, jak i te online?

- W moim przypadku to trudno nawet określić. Jakby się uprzeć, to moja przygoda z RP zaczęła się gdzieś w wieku wczesnej podstawówki, kiedy to opowiadałyśmy sobie z siostrą różne opowiadania (w dużej ilości), w których każda odgrywała konkretne postaci. Później, gdzieś w gimbazjum, grałam w taką pocieszną grę na przeglądarkę – Amorion. Tam było kilka epizodów postaciami w karczmie, ale nic wielkiego. Bardziej „serio” RP zaczęłam w GW2, jakieś dwa miesiące od premiery. Od tamtej pory trwa to dosyć intensywnie z niewielkimi przerwami do teraz. Jeśli chodzi o tryby, to zwykle RP w grze, na msn lub Discordzie. Głównie pisane wszystko, choć brałam też udział w eventach hybrydowych (głosowo/pisanych). Nie podobają mi się głosówki i nie planuję brać w nich udziału.
Jeśli chodzi o inne gry online, grałam w WoWa, ESO (tam też rp) i kilka innych, mniej istotnych.


- Całkiem spore, powiedziałbym. Zaczynało się od niewinnych i głupiutkich for na poszkole.pl, później był czas naszej-klasy, bardziej wyczerpujące granie na gadu gadu, aż w końcu dotarłem do RP w Guild Warsie w... 2016 roku, o ile dobrze pamiętam. Wszystko niestety przez internet, z papierowymi nigdy nie miałem styczności.


~ Jak długo grasz w gry z uniwersum Guild Wars (zarówno pierwszą, jak i drugą część)? Jak oceniłbyś/abyś swoją znajomość lore tej gry?

- W GW2 od premiery, w GW1 tylko troszeczkę, kupiłam jakiś czas temu dla fantów. Uważam, że lore znam dosyć dobrze, choć mogę polec na głębszej wiedzy o popielcach czy asurach. Pewnie też na paru innych rzeczach, ale ogólnie raczej spoko się oceniam!

- 5 lat temu zacząłem grać w GW2. Myślę, że moja wiedza o lore jest całkiem dobra, a ewentualne braki zawsze można uzupełnić czytając informacje na wiki czy forach RP.


~ W jakich gildiach byłeś/aś wcześniej, grając w Guild Wars 2?

- He, jeśli chodzi o polskie gildie rp, łatwiej byłoby wymienić te, w których mnie nie było. A byłam w: Aiwe, Kompanii Zenitu, teraz jestem w Watasze Niewzruszonych oraz Bloody Moray (moja i Walezego gildia złodupców). Jeszcze u Was mnie nie było. :D

- Wpierw w jakiejś angielskiej, która się rozpadła, tag miała WAR, ale nie pamiętam pełnej nazwy. Później dołączyłem do Aiwe, gdzie nieśmiało postawiłem pierwsze kroki ku RP w tej grze. Później była Kompania Zenitu, z której po długim stażu odszedłem.
Obecnie jestem w Bloody Moray, Watasze Niewzruszonych i kilku innych zapychaczo-gildiach ze znajomkami.



~ W jaki sposób dowiedziałeś/aś się o naszej gildii? Dlaczego chcesz do nas dołączyć?

- Słyszałam o Was praktycznie od powstania, ale zawsze gdzieś z daleka. A chcę dołączyć, bo macie miłych ludzi i ładne, profesjonalne forum. Nic, tylko rpić!

- Z miejskich legend, reklam, opowiastek, no i dzięki członkom Waszej gildii. A dołączyć chcę dlatego, bo chcę zobaczyć, jak tu wygląda RolePlay. Aiwe i Zenit zaliczone, to czas na Was, hehe >: )


~ Opisz siebie w kilku zdaniach.

- Jestem Moren i lubię identyfikować się z tą ksywką. Mam męża i kota. Z zawodu powiedzmy-sobie grafik, obecnie na bezrobociu, udaje, że pracuje w domu. Z tego też względu można mnie dosyć często spotkać w GW2 oczywiście. Lubię tworzyć postacie, ich historie, a przede wszystkim rpić. Jestem altoholikiem. Lubię na ogół cięższą i creepowatą muzykę. Lubię wypadać na kawusię i ploteczki z psiapsi. Nie lubię, jak ktoś się boi mówić, co myśli, a potem wychodzą z tego dramy, dlatego staram się mówić, co myślę. xD

- Rocznik 97, absolwent Polonistyki, choć w sercu ścisłowiec. Ambicje mam duże, ale z wykonaniem gorzej, choć czasem mam napady euforii i dopada mnie takie adhd, że aż ciężko wybrać, za co się zabrać. Jestem altoholikiem i rpoholikiem, shipwars też nie jest mi obce. Lubię czasem coś hobbistycznie porysować albo nagłym zrywem wybrać się na raid. A, najważniejsze info – posiadam dwa koty.


~ W jakich godzinach można Cię spotkać na grze?

- Mniej więcej od południa do nocy. XD Być może jak ogarnę życie, to ten czas będzie bardziej ograniczony.

- Różnie bywa, ale zazwyczaj wieczorem 18-19. W weekendy lubię przesiadywać do późnych godzin nocnych.
« Ostatnia zmiana: Marzec 04, 2020, 21:57:45 wysłana przez Walezy »

Glacial

  • Specjalista
  • ****
  • Wiadomości: 1113
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nałogowy Altoholik
Kazaliście na siebie chwilę czekać, ale warto było. Tak i Tak!

Asti

  • Kandydat
  • *
  • Wiadomości: 27
  • Płeć: Kobieta

Mimetka

  • Radny
  • *****
  • Wiadomości: 612
  • Płeć: Kobieta
  • Naczelna maruda.
Ty profesjonalnym forum zostałam kupiona.

Nie no oczywiście że tak. Już się nie mogę doczekać wspólnych rpów tym razem w Lidze.

2 x TAK

Falkner

  • Egida
  • ******
  • Wiadomości: 1186
  • Płeć: Mężczyzna
Miłe do poczytania podanie. I to podwójne, za co ogromny plus. Tak i tak.

Cytuj
Jeszcze u Was mnie nie było. :D
Cytuj
...Aiwe i Zenit zaliczone, to czas na Was, hehe >: )

Mam jednak nadzieję, że to nie będzie przelotna znajomość.

Tank

  • Towarzysz
  • ***
  • Wiadomości: 68
  • Płeć: Mężczyzna
  • I'm a Tiger, you're a Maus.
Podwójne podanie, to coś, czego jeszcze nie widziałem.
Mówiąc to, warto wspomnieć, że jest świetnie napisane.
Tak
Tak



Może nie powinienem używać czerwonego jako "tak"... hmmm...

Yoxer

  • Kandydat
  • *
  • Wiadomości: 10
  • Aye Aye

Nisheera

  • Vyvanse.6830
  • Radny
  • *****
  • Wiadomości: 884
  • Płeć: Kobieta