Autor Wątek: Ten który zmieni Tyrie  (Przeczytany 1235 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Master

  • Kandydat
  • *
  • Wiadomości: 47
  • Płeć: Mężczyzna
Kanjan


Ciemna oraz mroczna jaskinia w której dookoła rozstawione są stoły krzesła, porozrzucane kartki niektóre poplamione krwią niektóre atramentem, duże ilości ksiąg. Pod sufitem wiele pajęczyn a na ziemi spokojnie leżące czarne pióra. Jaskini wydaje się być opuszczona od kilku miesięcy, jednak jasne jest że była kiedyś zamieszkała i to nie przez jednego osobnika. Co jakiś czas słychać krzyki jednak nie dochodzą one z tego pomieszczenia, głos kierował by w dalszą część pomieszczenia która jednak jest na tyle ciemna że nie widać dokładnie co tam jest. W jednym z kątów stoi wielki okrągły stół dookoła którego poustawiane jest dziesięć krzeseł, z czego jedna jest zdecydowanie większe i wyróżnia się od pozostałych, jest to jedyne bardziej rozświetlone miejsce w całym pomieszczeniu ze względu na świece ustawione na stole oraz pochodnie obok.


Mijają miesiące a jaskinia dalej jest opuszczona, wygląda na to ze ktoś ją porzucił ... czy na pewno ? Po długich oczekiwaniach, rozlega się nagle dźwięk kroków dwójki osób, które zmierzają właśnie w stronę stołu, moją na głowę nałożony kaptury a z tyłu płaszczu mają dziwne znaki które są odpowiednikami tych które są na krzesłach które zajmują. Pierścienie które mają na palcach lekko święcą w mroku otaczającym całą jaskinię. Po kilku godzinach dookoła stołu zajęte jest już dziewięć miejsc. Wszyscy wyczekują aż przybędzie ostatnia osoba, spoglądają w milczeniu na ostatnie, dziesiąte krzesło, to które właśnie się wyróżniało. Wreszcie przychodzi moment w którym najbardziej wyczekiwana osoba zmierza do stołu, powolnym krokiem, nie śpieszy się, jakby wcale jej nie obchodziło to, że cała dziewiątka czekała na niego długi długi czas. Gdy wreszcie siada przy stole spogląda na wszystkich trzymając tylko swoje berło w dłoni. Po krótkiej ciszy nagle przełamuje ją jeden z dziewięciu.

- Wszystko gotowe, wiadomości rozesłane, wskazówki zostawione ... usłyszą o nas. *Powiedziała Lana zdejmując kaptur z głowy leciutko się uśmiechnęła*

- Dobrze ... dalej. *Spokojnym głosem dodał ostatni przybysz*

- Nasze siły również są gotowe do walki mój panie ... *Dodała Vella również zdejmując kaptur*

- *Człowiek wymachiwał sobie tylko berłem i kiwnął głową na znak, że zrozumiał.*

Wszyscy jakoś panicznie zaczęli kręcić się w swoich krzesłach, w pomieszczeniu rozległo się echo szurających krzeseł o kamieniste podłożę.

- Z naszej strony wszystko jest gotowe, jesteśmy gotowi do działania ... zapasy broni, próbek, plany, mapy, cele ... wszystko *Rzekł Felim wyliczając na palcach*

- A ty ? Znaczy ... Mistrzu, czy z twojej strony wszystko jest gotowe ? *Lekko zakłopotana Sonoa od razu opuściła wzrok.*

- Tak ... *Dodał spokojnym głosem*

- Tyle masz nam do powiedzenia ? *Stanowczo Vella oparła się łokciami o blat stołu i zerknęła na niego*

- Powątpiewasz we mnie ? Nie zapominaj, że to ja tutaj rządzę. *Spojrzał na nią jednak dalej mówił spokojnym głosem.*

- Pamiętam, jednak z Ligą też współpracowałeś *Odchyliła się na krześle i położyła nogi na stole*

- *Zaśmiał się leciutko pod nosem* Dobrze ... Wszystko przygotowane, Feng jest pod nadzorem, na razie przestała tyle węszyć, Liga też o nas chyba zapomniała, no może, że trafiła na nasze wiadomości, ale to i tak nawet lepiej. *Poprawił dwa pierścienie na dłoni* Artefakt od naszego kolegi zaczyna coraz lepiej ze mną współpracować ... wszystko idzie dobrze.

- Liga ogarnięta, Feng tak samo ... pozostają tylko oni, nasze bliźniacze ugrupowanie ... Majishan. *Dodał Rearh*

- O nich się nie martw, przecież mamy naszego asa w rękawie *Mistrz leciutko się zaśmiał po czym wskazał w stronę ciemnego zaułka.*

Z miejsca w które wskazał człowiek, nagle zaczęła się wyłaniać pewna postać, przechodząc obok niektórych pochodni co jakiś czas było widać jego twarz, jednak dalej niedokładnie dla wszystkich. Zaraz przy stole stał już niebieski Sylvari, spokojnie w bezruchu, milcząc i patrząc przed siebie jakby był w transie.

- Czyli mówisz, że już w pełni go kontrolujesz ? *Vella popatrzyła na Sylvariego*

- W pełni do za dużo do powiedzenia, ale jest już o wiele bardziej przydatny niż był kiedyś. *Mistrz trzepną Sylvariego po głowie, a ten ani drgnął*

- Czyli twoim planem jest obrócenie Ligi przeciwko Majishan ? *Sonoa spoglądała to na Sylvariego to na swojego pana*

- I tak i nie, zobaczycie w swoim czasie *Uśmiechnął się leciutko* Do rzeczy, czas wszystko omówić ...


Po długim czasie narad i rozmów, w sali została tylko Vella, niebieski sylvari który stał w tym samym miejscu tak jak wcześniej, oraz mistrz.

- Pokaż mi ich ... chce zobaczyć czym dysponuje. *Rzekł człowiek*

- Nie ma sprawy *Vella ruszyła w stronę ciemnego zejścia z którego wcześniej dobywały się krzyki, wzięła ze sobą tylko pochodnię.*

Ruszyli we trójkę schodząc po długich i krętych schodach, wyrytych w skale, były nierówne oraz łatwo było się na nich przewrócić. Dlatego szli spokojnie i powoli aby zaraz któreś z nich nie zleciało na dół z połamanymi kończynami. Kiedy już zeszli na dół Vella przyłożyła tylko do ściany pochodnię, po czym w prostej linii po ścianie posunął się ogień, po jakimś czasie, ogromne pomieszczenie było już całe oświetlone.

- Proszę mistrzu, to wszystko dla Ciebie *Vella przysunęła się do barierki i oparła się o nią łokciami podpierając głowę*

- Nieźle, nieźle ... *Ze złośliwym uśmieszkiem człowiek patrzył przed siebie opierając się dłońmi o barierkę*

Stała przed nimi wielka armia, składająca się ze wszystkich istot znajdujących się w Tyrii, na oko trudna do policzenia, jednak faktycznie musiała to być ogromna liczba. Wszyscy stali spokojnie wpatrując się w ziemię z zamkniętymi oczami. W momencie kiedy Mistrz uniósł obydwie dłonie, jego pierścienie zaświeciły się na kolor czarny i biały. A wszyscy stojący na dole nagle podnieśli głowę w górę spoglądając na niego.

- Tak o to do życia wracają dawno już zapomniane kruki ... Czas najwyższy aby nasz plan wszedł w życie. *Opuścił dłonie i dalej patrzył z zaciekawieniem na swoje pionki*

- Myślisz, że Majishan ma pojęcie o tym co robimy ? *Zerknęła na niego Vella*

- Nie wiem, tego nie wiem ... Wiem tyle, że na pewno biorą udział w całej grze. *Westchnął głęboko* Pytanie tylko, czy wykonali już swój ruch, czy czekają na nasz ... *Zamilkł i ruszył schodami na góre*

Vella również ruszyła za nim a na końcu szedł niebieski sylvari. W pomieszczeniu po woli robiło się coraz ciemniej, zapalony ogień przez walę świecił coraz słabiej, aż całe pomieszczenie znów pokryła ciemność i mrok. A w sali znów rozległy się krzyki, jęczenie, płacz ... 




Spoiler: OOC • pokaż
Jest to jednocześnie zakończenie pierwszej części mojej kampanii którą uciąłem w trakcie jej trwania ze względu na brak czasu oraz więcej prywatnych spraw do załatwienia, i jednocześnie wstęp do kontynuowania całej kampanii, tylko nieco w innym świetle. Więc widzimy się niedługo na eventach.  
« Ostatnia zmiana: Lipiec 06, 2016, 18:32:32 wysłana przez Master »
Z naszymi narodzinami nadchodzi obowiązek, 

Obowiązek którego nie jesteśmy w stanie porzucić,

Wykonujemy go aż do śmierci,

Nawet jeżeli umrzemy to nas nie powstrzyma,

Odrodzimy się jako jedność,

I wzlecimy w niebiosa niczym biały kruk”

Master

  • Kandydat
  • *
  • Wiadomości: 47
  • Płeć: Mężczyzna
Majishan


Oświetlony pokój, bardzo ładnie wystrojony, na małym stoliczku który stał na środku, stały jeszcze filiżanki po herbacie z po bokach której spływały jeszcze małe kropelki, co świadczyło o tym, że jeszcze przed chwilą ktoś tutaj był. Sam pokój był bardzo ładnie ozdobiony, na ścianach wisiały obrony a na półkach czy też przy ścianach stało wiele bardzo pięknych kwiatów, przez okna które znajdowały się obok drzwi wpadały promienie słońca które jeszcze bardziej uwydatniały piękno całego pomieszczenia. Na końcu pokoju znajdowały się drzwi od strony których dochodziły rozmowy. Drugi pokój nie był już tak piękny, można nawet powiedzieć że nie był piękny ani trochę. Tuż przy wejściu stały półki z książkami. Były widocznie zakurzone i od dawna nie używane, czego utwierdzeniem były jeszcze liczne pajęczyny pokrywające rogi półek. Na samym końcu pokoju znajdowała się duża przestrzeń a na ścianie wisiała spora tablica na którą właśnie w tym momencie kobieta dopinała jakąś karteczkę ...


- No to tyle wiemy *Westchnęła głęboko Hana*

- Tyle ... to znaczy nic ? *Zerknął na tablicę Eroth*

- Wybacz, że nie dowiedzieliśmy się niczego więcej. *Oburzonym głosem dodała Hana*

- Dowiedzieliśmy się to dużo powiedziane, większość z tych rzeczy została nam podsunięta pod nos *Wskazał dłonią na tablicę*

- Dość ! *Krzyknął Fjord* Rozumiem frustrację, ale nie możemy teraz się spierać ... wrócili, musimy się z tym pogodzić *Podrapał się po głowie*

- On ma rację *Miłym głosikiem dopowiedziała Rose* Byliśmy głupi, że nie zauważyliśmy tego wcześniej, więc musimy się teraz zebrać do kupy, i zrobić co do nas należy. *Popatrzyła na wszystkich*

- Te zdarzenia sprzed paru miesięcy ... co były ataki na tych jak oni ... *Mux starał zebrać myśli* No te wielie szychy w Tyrii *Z zamkniętymi oczami masował sobie skronie*

- Chodzi Ci o ataki na placówki Vigil i Priory ? *Zapytała Hana lekko zmęczona już całym posiedzeniem*

- Taa, dokładnie o to ... To też musieli być oni *Szybko ruszał szczęką, wyraźnie coś przeżuwając* Byli już dobrze przygotowani wtedy, więc teraz na pewno są przygotowani jeszcze lepiej. *Na chwilę przerwał jakby czekał na to czy ktoś ma coś do powiedzenia*

- Do czego dążysz ? *Fjord popatrzył na niego uważnie*

- Kto wtedy pomógł Vigil ... czy tam Priory ? *Zatrzymał wzrok na jednym punkcie na tablicy* Liga Sześciu ... czegoś tam, myślicie, że możemy ich poprosić o pomoc ? *Zerknął na Hanę pytająco*

- Nie, Genso z nimi współpracował *Spojrzała pod nogi* I patrz co się teraz z nim stało. Nie mamy pojęcia gdzie jest.

- Trochę dziwne, że zniknął akurat w takim momencie *Eroth splunął na ziemię*

- Tylko krytykujesz, zamiast tego zrobiłbyś coś w końcu *Oburzonym głosem dodała Hana patrząc w jego stronę.*

- Kto powiedział, że nie robię ? *Klasnął raz w dłonie*


W tym momencie do pomieszczenia, weszło dziewięć istot, jedna na wejściu od razu się potknęła, a cała reszta czekała tylko aż wstanie. Szybko w miarę się pozbierali i ruszyli w stronę stołu stojącego obok tablicy. W grupce było trzech nornów, cztery asury, i dwójka ludzi. Ich twarze były ubrudzone w jakimś smarze. Całe ubrania również nie pachniały świeżością i były pokryte czarnym pyłem. Nie byli zbytnio opancerzeni, jednak uzbrojeni po uszy. Zaczęli się rozkładać na stole, każdy wyjmował co tylko miał do wyjęcia ze swoich kieszeni. Nagle rozstąpili się tak że widać było cały stół. W tym momencie znajdowało się na nim 20 rewolwerów, niektóre bardziej zmechanizowane niektóry klasyczne, 4 karabiny snajperskie, 4 miotacze ognia, 6 wieżyczek, 5 skrzynek z nabojami, duży zestaw granatów i min, oraz wiele więcej. Krótko mówiąc był to arsenał który spokojnie wystarczył by dla trzech takich grupek jak oni. Po chwili jeden z  nornów podchodzi do Hany. W mordzie ma pięć papierosów sklejonych tak żeby mógł je palić bez problemu na raz. Przejeżdża językiem po lewej dłoni i przylizuje sobie włosy, a prawą dłoń wystawia do Hany.


- Siema, Ion jestem *Wyszczerzył swoją brudną mordę w jej stronę*

- C-Cześć *Hana lekko zasoczona popatrzyła w górę na twarz norna i ściskając jego dłoń lekko podskoczyła z bólu*

- Eroth mówił, że potrzebujecie pomocy. *Rozejrzał się wypuszczając co chwilę dym*

- Taa, przydałoby się *Mux podszedł nieco bliżej, a że sięgał mu ledwo do kolana to pociągnął go za materiał od buta żeby ten się schylił* To ty należysz do tej Brygady najemników ? 

- Skończyliśmy z tym, to akurat robimy po znajomości *Zerknął na Eroth'a i puścił mu oczko* 

- Źle mi się wydaje czy nie widzę tutaj waszego ... przywódcy *Lekko zakłopotany Mux nie wiedział jak to określić* 

- Taa, niestety zmył się jakiś czas temu, skąd wiesz ? *Zdziwiony zerknął na niego*

- Obiło się o uszy *Lekko się uśmiechnął* Przypomnij mi jak się nazywał ? Mam problemy z zapamiętywaniem imion i nazw.

- *Ion lekko się roześmiał* Nie ma sprawy rozumiem ... *Wstał i ruszył do stołu*  THEO, nazywał się THEO ...


Ich pogawędka trwała jeszcze jakiś czas, rozmawiali o szczegółach z kim mają do czynienia i dlaczego. Po długich naradach w pokoju została tylko Hana, Eroth i Mux. Wpatrywali się w tablicę, która była już o wiele bardziej zapełniona niż wcześniej. Wpatrywali się w nią z dumą i nie odzywali się ani słowem. Po chwili wszyscy wstali i ruszyli do wyjścia.


Cholerne pajęczyny *Pisnęła Hana* Od kiedy tyle tego tutaj jest ? *Zaczęła strzepywać z siebie pająka który łaził jej po głowie*

- Spokojnie, to tylko pająki *Zaśmiał się Eroth, pomagając jej zdjąć pająka z głowa, złapał go w dłoń i wypuścił.* Co jakieś pajączki mogą nam zrobić ...
« Ostatnia zmiana: Lipiec 08, 2016, 01:10:53 wysłana przez Master »
Z naszymi narodzinami nadchodzi obowiązek, 

Obowiązek którego nie jesteśmy w stanie porzucić,

Wykonujemy go aż do śmierci,

Nawet jeżeli umrzemy to nas nie powstrzyma,

Odrodzimy się jako jedność,

I wzlecimy w niebiosa niczym biały kruk”