Autor Wątek: Wspomnienia Tarczownika z Ebonhawke.  (Przeczytany 225 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Tsero

  • Towarzysz
  • ***
  • Wiadomości: 19
  • Płeć: Mężczyzna
ZDRADA

Jest parę chwil po południu w mieście z Aulirium, Airra niedawno wyszedł z lecznicy, gdzie jak zwykle bardzo miła i profesjonalna medyczka wypisała go po ostatniej diagnozie i serii opatrywania stłuczeń, których doznał ponad półtora dnia wcześniej. Miał na sobie już mundur, łuskową zbroję zdobioną z wierzchu przepasaną, ozdobną szkarłatną szarfą z herbem Bractwa dzięki czemu nie musiał się wracać do domu, tym bardziej że większość rzeczy była już wyniesiona do swojego rodzimego domu w Ebonehawke.

W drodze do wierzy strażniczej, nawet nie doszedł do głównego placu, a napotkał czekającego na niego Inkwizytora, wysoki jegomość z długimi ciemnymi włosami oraz gęstym i też długim zarostem, po którym się gładził, patrząc na nadchodzącego ucznia. Jego mina, mimo że ciężko dostrzegalna wśród zarostu biła neutralnością i uczuciem zawodu, którą Airra wyczuł w pierwszym momencie, kiedy spojrzał na jego twarz.

Strażnik nie mając najmniejszej ochoty, by z nim rozmawiać, postanowił trzymać kurs, wiedząc, że to by się stało prędzej czy później, ale wolał już mieć to za sobą, szczególnie po tym, jak gwałtownie starł się z władzami bractwa, po swoim samowolnym dochodzeniu i podzieleniu się przypuszczeniami o nadchodzącym i nieuniknionym zagrożeniu.

~ Lepiej Ci? ~ Spytał inkwizytor o zdrowie Strażnika. Airra czół, że to był raczej odruch niż szczerość.
~ Elaine wie, co robi... więc jest lepiej ~ Odparł spokojnie.
~ Idziesz do Strażnicy? ~ Zapytał, uprzedzając jakiekolwiek reakcje Airra.
~ Planowałem... ~ Nie szczędził niepewności w głosie.
~ To dobrze, pójdziemy razem. ~ Stwierdził chłodno. ~ Mam z tobą do pogadania... ~

Obaj mężczyźni skierowali się, w stronę wierzy strażniczej, a kawałek to było. Musieli przejść główny plac, a następnie zejść po schodach na rynek przy drogowskazie. Dzień dopisywał, promienie słońca padały na przechodniów, między złotymi filarami. Zieleń okolicznych ogrodów tylko dodawał uroku. A ludzie wyglądali na spokojnych i żyjących własnym życiem. Co jakiś czas widać było dwójkę albo troję patrolujących strażników, co Airrowi normalnie przypomina o jego zmianie, ale dzisiaj nie miał tego w głowie, zamartwiał się, tym co odkrył i konsekwencjach ostatnich poczynań Rady, którego uw towarzyszący Mentor, Inkwizytor był członkiem razem z jego żoną.

Duża część „spaceru” przebiegała w ciszy, ewentualnie można było usłyszeć westchnięcie Strażnika, a Inkwizytor wydawał się zastanawiać jak rozpocząć rozmowę, gładząc i pieszcząc jego zarost.

~ To o czym chciałeś porozmawiać? ~ Przerwał ciszę, akurat mijając drogowskaz i zmierzając w stronę schodów, prowadzących do wieży, skąd można było widzieć plac treningowy, gdzie stały nowo wystawione manekiny na kolejną porcję ćwiczeń dla strażników, przed wyruszeniem na swój patrol.
~ No właśnie... ~ Zatrzymał się na schodach, na moment oglądając się czy ludzie są wystarczająco daleko.
~ Ledwo co wychodzę z lecznicy i zaraz mam z tobą rozmowę... zastanawiam się czemu? ~ Rzekł z lekką dozą ironii ~ To nie mogło poczekać do sali przesłuchań w wieży? ~ Dodał, zanim Inkwizytor zdążył odpowiedzieć ponownie, dokładając odrobinę sarkazmu, bo domyślał się, o czym będzie rozmowa.
~ Ja raczej porozmawiam z tobą tutaj, a potem zaprowadzę do aresztu... ~ Odpowiedział Strażnikowi z powagą, spoglądając prosto w oczy Airra.
~ Chyba żartujesz? ~ Podniósł lekko głos, aż paru najbliższych przechodniów zwróciło na chwilkę na nich uwagę. Po krótkiej chwili szybko wrócili do swoich zajęć.
~ Nie Tsero... nie żartuję...~ Chwile umilkł ~ Złamałeś zasadę... i do tego bardzo ważną... ~
Strażnik otworzył szeroko oczy w zdziwieniu, nie wierząc swoim uszom i wyprostował się ~ Chcesz mi powiedzieć, że dalej macie gdzieś to wszystko, co się stało?! ~ Dalej podnosił głos, lecz tym razem wydawało się, że nikt nie zwracał uwagi ~ Dalej nie widzicie, co się dzieje?! ~ Kończąc, zmarszczył brwi w oburzeniu i niezrozumieniu.
~ Nie każ mi założyć antymagicznych kajdanków na ciebie...~ Spokojnie zagroził ~ A wracając do tej kwestii to po pierwsze, nie ma solidnych dowodów, a po drugie Rada nie podjęła decyzji. ~ Odwzajemnił wzrok Airrowi.
~ BZDURA!! ~ Rzekł zbulwersowany odpowiedzią ~ Słyszałeś zeznania! To jest więcej niż pewne, że miasto jest w niebezpieczeństwie! ~ Wziął głęboki oddech i kontynuował ~ Chcesz mi powiedzieć, że znikanie mieszkańców i przybyszów, zlecenie specyficznie mówiące o pozbyciu się nas i pozyskaniu medalionów, które są niebywale ważne w naszym systemie obronnym i fałszowanie listów gończych na wspomnianych zaginionych mieszkańców jest niewystarczającym dowodem na to, żeby łaskawie Rada zebrała się ten jeden kluczowy raz i podjąć słuszną decyzję, o ochronie miasta i mieszkańców? Żeby wszcząć pełne śledztwo?! ~ Pomasował skronie palcami, a Inkwizytor przysłuchiwał się, z niesmakiem na twarzy ~ I nie powinno być to takie trudne... W końcu jest was tylko troje!!! A do tego jedna z radnych to Twoja żona! ~ Kończąc argumentacje, wziął parę głębszych oddechów i widocznie oczekiwał jakiej sensownej odpowiedzi od byłego Mistrza.
~ To nie twoja sprawa... jako strażnik i jako mój uczeń masz wykonywać wolę Rady, nic więcej i nic mniej. ~ Skrzyżował ręce na piersi i odwrócił się od Airra ~ Kiedy ty tak się tak zbuntowałeś... byłeś o wiele... ~ Zanim zdążył dokończyć, Strażnik dodał swoje określenia.
~ Posłuszniejszy? Bardziej uległy? Pokorniejszy? ~ Dodał z przekorem i rosnącą pogardą w głosie ~ Może... ~ Zastanowił się chwilę, a Inkwizytor w tym czasie pomachał głową ~ Może... ale na pewno byłem bardziej naiwny, wierząc, że tutaj respektuję się jakieś zasady... ~ Powiedział spokojniej, spoglądając w jego twarz. ~ I dla ścisłości... już nie jesteś moim Mistrzem...~
Spojrzał na niego jakby lekko uderzony w pierś młotem ~ Jesteś chodzącym przykładem nietrzymania się zasad... ~ Skomentował oskarżenie Airra ~ A swoją drogą to się zgadzamy w jednym, bo w takich okolicznościach i tak chciałem oznajmić Cię, że uczyć Cię nie będę... ~ Dodał widocznie urażony, że to Airra podjął ten temat pierwszy.
Airra zmarszczył brwi jeszcze bardziej, ale mimo że miał rację w tym, co mówi, nadal wierzył, że to, co zrobił, było prawidłową i jedyną ścieżką. ~ Nawet jeżeli tę zasadę tutaj złamałem, to nie żałuję... i nie czuję się winny... bezczynność jest największym błędem, jakim można popełnić, a Rada popełnia go ostatnio na okrągło. ~ Odparł z czystym przekonaniem.
~ Czy tobie się wydaję, że utrzymywanie porządku w Złotym Mieście jest takie proste? ~ Lekko poddenerwowanym głosem zapytał Strażnika.
~ Nie mam pojęcia! ~ Odparł ~ Ale pewne priorytety powinniście sobie założyć! ~ Dodał gniewnie.
~ Kim ty jesteś, żeby MI mówić, jak mam wykonywać swoją pracę? ~ Odparł z wyższością.
~ Jestem Strażnikiem, któremu zależy, żeby jak największa ilość mieszkańców, przyjaciół i ukochanych mi osób czuła się bezpiecznie! ~ Odpowiedział z podniesionym głosem ~ Wydawało mi się, że Ty też masz takie zadanie, tym bardziej że strażnicy są bezpośrednio pod tobą. ~ Dodał już odrobinę spokojniej.
~ Ale nigdy nie łamie się zasad, nieważne jakich ~ Rzekł do Airra.
~ Też tak kiedyś myślałem... ~ Opuścił głowę ~ Ale teraz widzę, że to naiwna i niewdzięczna droga ~ Zacisnął pięści.

Rozmowa między mężczyznami trwała jeszcze trochę czasu, a raczej kłótnia, bo rozmową nie można było tego już nazwać. Coraz bardziej sfrustrowany Airra czasami wymachiwał agresywnie rękoma, kiedy Inkwizytor również na granicy cierpliwości zaczął czasami wykrzykiwać swoje argumenty. Stali na uboczu, parę kroków na wschód od mostu, prowadzącego do miasta, a na połódniowy-wschód od placu, na którym był drogowskaz. Wiele osób tędy minęło i nie jeden spojrzał przelotnym okiem na kłócących się stróżów prawa. Nawet światło słońca zdążyło już powoli zanikać, gdy ono zachodziło.
Nie zwracając na siebie uwagi, z drogowskazu wyszła Tehned, widocznie ruszając w stronę karczmy, kryształy wirowały przy jej nadgarstkach. Gdy usłyszała wrzaski dochodzące od strony wieży, nie omieszkała spojrzeć na sytuację, nawet można było powiedzieć, że odnosiła pewną satysfakcję z tego, że „Rycerzykowi” się mało powodzi. Po jakimś czasie słuchania, była nawet mile zaskoczona wnioskami Airry, ale to i tak nie potrafiło zmienić jej podejścia do Strażnika. Stała oparta o filar bliżej dwójki mężczyzn i dalej monitorując okolice, przysłuchiwała się rozmowie.
Po jakimś czasie ukazała się z drogowskazu Selveria, jak zwykle naiwnie wesoła, ale widać było po jej rynsztunku, że wyprawa była wymagająca. Poocierane części brygantyny, obicia na widocznych częściach ciała, ale miecz miała jak zwykle nieskazitelnie czysty. Rzuciła na bok plecak, oparła miecz i odchodząc trochę na bok, zaczęła jeszcze jakieś końcowe ćwiczenia, a może raczej rozciąganie. Grzecznie wszystkim odpowiadała na powitania, nie przerywając sobie.
Wiele osób przez ostatnie parę chwil przemieszczało się, a to mostem, a to przez drogowskaz, nikt nie mógł przypuszczać, że przy takim natężeniu ruchu mógł się dostać ktoś niepowołany, a przynajmniej Inkwizytor i Rada była przekonana, że Straż i Golemy Strażnicze o prawie najnowszym modelu będą w razie czego w stanie zatrzymać jakiekolwiek próby natarcia. Jednak nie każda forteca jest bez słabych punktów.

Jedna z mieszkanek miasta nagle przeszła przez drogowskaz, wyglądała na roztrzęsioną i przestraszoną. Trzymała w ręku jakiś pakunek. Strażnicy na patrolu widząc zachowanie mieszkanki, zaczęli podchodzić do niej, jednak to było ich ostatnią rzeczą, jaką zrobili. W chwili, gdy straż się zbliżała, kobieta krzyknęła.
~ To coś z Inquestu! ~ Jej krzyk był wyraźny i głośny ~ Nie mam pojęcia co! Może bomba a może co innego! ~ Podchodząca straż widziała tylko błysk, a następnie nimi cisnęło o ściany, huk był nie do zniesienia. Części ciała i wnętrzności kobiety były porozrzucane po placu, a paczka, którą trzymała upadłą blisko drogowskazu. Po upadku uaktywnił się jakiś dziwny mechanizm, który wygenerował tarczę holograficzne, a sama paczka zaczęła emitować blaskiem, otwierając i utrzymując stabilny portal, przez którego zaczęły przelewać się siły nieprzyjaciela.
Strażnicy w pobliżu, którzy słyszeli, co się stało, przyklękli i zasłonili się tarczami, wołając panicznie ~ ALARM! ~ Krzycząc, nie szczędząc głosu. Strażnik odpowiedzialny za golemy natychmiast do nich podbiegł i zaczął je aktywować, a granat eksplodował, impetem wyrzucając zasłoniętych strażników. Wychodzący z portalu od razu wychodząc, zaczęli prowadzić czynny ostrzał, we wszystko, co było w zasięgu.
Selveria będąc jeszcze w formie i rozgrzana, chwyciła za miecz i zaczęła wyprowadzać sprawne i finezyjne uniki pocisków, obserwując nadbiegających Koszmarytów.
Tehned nie zastanawiając się, uformowała kryształy w kostur i skupiwszy się, nałożyła na siebie Tarczę Arkan, po czym szybkim ruchem wyprowadzała przez moment kilka pocisków Arkan, by rozproszyć przeciwnika lub przynajmniej zmusić ich do szukania schronienia.
Airra i Inkwizytor, słysząc całe zamieszanie, zaprzestali kłótni i razem pobiegli zobaczyć, co się dzieje.
Ludzie uciekali w popłochu, a że do drogowskazu nie można było się dostać, kierowali się na most. Z wierzy, wybiegali wszyscy gotowi do akcji strażnicy, nie zabrakło oczywiście znanego dobrego przyjaciela Airra, Norna wielkiego jak stodoła i piękną pamiątką na twarzy w postaci szramy przechodzącej przez lewe oko, który wyglądał na wyraźnie zdenerwowanego sytuacją, obrócił się lekko tylko w stronę Airra i Inkwizytora, skinął na znak, że wie, co ma robić i ruszył w bój, uzbrojony w swój potężny, dwuręczny młot bojowy.
Przeciwników nie było widać końca, między holograficznymi tarczami, które chroniły, portal ciągle przelewali się Koszmaryci, Inqueści i ich golemy, które szybko starły się z szeregiem golemów strażniczych Złotego Miasta. Tych, co mieli na patelni, bez osłon rozstrzelali bez większych problemów, nie miało znaczenia, kobieta, mężczyzna czy dziecko, wszystko było jak strzelanie do Moa na polowaniu.

Gdy Tehned wystrzeliła parę pocisków, tylko część z przeciwników zachowało się, jak się spodziewała, i to byli Inqueści, którzy zaczęli się chować za hologramami przed pociskami, natomiast Koszmaryci mieli za nic pociski przelatujące tuż obok ich ciał, nawet można było zobaczyć, jak szarża sprawia im szaleńczą przyjemność, a myśl o ranach ich podbudowywała, biegnąc w głąb placu i miasta, siekali wszystkich co byli po drodze, ale zamiast zabijać, tylko poważnie okaleczali ofiary, żeby wykrwawiały się po długich chwilach cierpień.
Airra stał w osłupieniu, widząc cały chaos i śmierć, która się rozpętała dosłownie w kilka chwil. Inkwizytor zacisnął pięści i sięgnął po swój dwuręczny miecz spoczywający na jego plecach, również osłupiały.

Selveria starła ostrza z Koszmarytami, mimo że było ich trzech i wiedzieli co robić z mieczem, szermierka z finezją unikała, parowała lub odbijała ataki wrogów, jednak nie miała szans na kontratak, a przybywało ich więcej. Wydawałoby się, jakby klingi na sobie leżały a Selveria je zsuwała ze swojego miecza w kierunki, jaki ona chciała bez względu na starania Sylvarów. Gdyby ktoś chciał opisać jej pracę nóg, to można by było powiedzieć, że tańczy w walce. Wykroki, półobroty, zwody oraz piruety, były pięknie zgrane z ruchem jej długiego miecza.

Tehned po pierwszej salwie pocisków skryła się przy filarach, rozejrzała się po okolicy, przyglądała się, dogorywającym lub martwym mieszkańcom co nie mieli szans na reakcje. Niektórym mogło brakować ręki, nogi albo ich ciała były tak poszarpane, że niemal brodzili we własnych kałużach krwi. Niektórzy posiadali dziury w ciele wielkości porządnego Nornskiego kufla do miodu. Nigdy wcześniej nie widziała takiej rzezi, i mimo, że nie miała takiego odruchu, zasłoniła usta w szoku. Z letargu obudził ją strumień energii uderzający w ściankę filaru, której odłamki odbiły się od Tarczy Arkan. Spojrzała w stronę mostu i momentalnie pobiegła w tamtą stronę, szukając kolejnego schronienia przed strzałami.

Airra, otrząsając się z szoku, chwycił za tarczę i miecz, rzucił się w stronę Selverii, by jej pomóc, ale ostrzał prowadzony od strony portalu był bardzo gęsty, ciężko byłoby nawet jemu przejść, i żadne księgi czy bariery nie wystarczyły by.
Inkwizytor, widząc reakcje Airra, chwycił go mocno za rękę i odciągnął w schronienie filarów. ~ Zwariowałeś?! ~ Zapytał, mimo że wiedział, jaka będzie jego odpowiedź ~ Musimy zniszczyć portal, pomóż mi z wojskami się tam przedrzeć! ~ Patrzył na niego, jakby oczekiwał spełnienia rozkazu. Airra nie słuchał, tylko starał wyszarpać się i obserwował poczynania Selverii.

W międzyczasie, do Selverii dobiegli kolejni przeciwnicy, teraz było ich czterech, jednemu zdołała uciąć głowę, wykorzystując błąd w jego postawie, po wytrąceniu miecza z trajektorii. Dalej było więcej, niż mogłaby sobie poradzić, skupiona na unikach i paradach, nie mogła zwracać uwagi na strzelające Asury, jeden z nich wykorzystując moment jej nieuwagi, wycelował z długiej broni energetycznej i wystrzelił strumień energii, który przebił jednego z Koszmarytów, a następnie przeszło przez lewe płuco Selverii. Wytrącona z równowagi i rytmu, stawiając następny krok do półobrotu, zachwiała się w miejscu, przez co Koszmaryta trafił ją i została raniona głębokim cięciem z lewej strony. Koszmaryta od lewego barku zdołał cięciem przejść parę centymetrów w stronę splotu słonecznego, ale najwyraźniej za mało siły w to włożył bo ostrzę utkwiło w ciele szermierki. Jej brygantyna pomogła w zatrzymaniu ostrza. Kaszlnęła krwią i jeszcze ostatkami sił, z tkwiącym mieczem w jej ramieniu, wyrwała je Koszmarycie, i wykręciła piruet, unosząc klingę miecza na wysokość gardła, ścinając dwóch z trzech otaczających ją Koszmarytów. Po tym jej ciało twardo upadło na ziemie, a ostatni z Sylvarów upewnił się, że była martwa, wbijając ostrze w tył jej pleców celując prawdopodobnie w jej serce. Ciało ani drgnęło, chwilę potem można było zobaczyć, jak jego głowa eksploduje, pocisk Arkan rozniósł jego głowę na strzępy.
W oddali można było dostrzec jak potężny Norn i część strażników prowadzą zażartą walkę o plac, na którym znajdował się drogowskaz i portal. Ian jak szalony bił młotem, miażdżąc ciała Asur i Sylvarów jakby były to porcelanowe puste w środku skorupy. Jednak tyle ile on natłukł, nie mogło się równać z ilością kolejnych celów, które jak lawina lały się z portalu.

Ponownie był świadkiem utraty bliskiej osoby, a jego oczy wydawały się puste i martwe. Chwila wydawała się być wiecznością, lecz mimowolnie zwrócił wzrok na most, skąd wystrzelony został pocisk. Widział Tehned, która gestem, pokazywała na most i prawie zadeptujących się, pod ostrzałem uciekinierów z miasta. W jej oczach jakby była prośba o pomoc ale nie skojarzył w jakiej intencji, nie przejmował się tym chwilowo. Kiedy kolejny strumień w nią uderzył, rozbijając Tarczę Arkan, ona z morderczym opanowaniem i skupieniem, wymierzyła kosturem w strzelającego i odpowiedziała ogniem. Był to celny strzał z kolejnego pocisku Arkan, kolejne fragmenty tym razem czaszki Asuty pofrunęły w stronę portalu, jednak kiedy szykowała się do kolejnego strzału, a pocisk formował się na końcówce kostura, w to miejsce, przeszła wiązka energii, która spowodowała eksplozje, kryształy kostura roztrzaskały się i poleciały w ciało Tehned, wbijając się w wielu miejscach, a impet uderzenia spowodowały, że odepchnięta spadła za poręcz mostu.

W tym momencie Airra odwrócił się z martwym spojrzeniem na Inkwizytora ~ Pomogę... ~ Stwierdził zimno.
~ To nie była prośba, tylko rozkaz! ~ Ryknął Inkwizytor.
~ Nie... ~ Rzekł, nie zmieniając tonu i spojrzenia ~ Pomogę wyprowadzić cywili z miasta... ~ Wziął głęboki oddech, a jego głos stał się bardziej groźny i pogardliwy ~ Z odbiciem miasta radzicie sobie sami... ~ Oznajmił jeszcze chłodniej, po czym wstał, zerwał z ramienia dłoń Inkwizytora, patrząc mu w oczy, sięgnął do szarfy na pancerzu w kolorach bractwa i energicznie ją zerwał. ~ Już mi nie rozkazujesz... ~ Ruszył szybkim krokiem w stronę mostu, chowając miecz i skupiając w sobie moc strażniczą.
Zanim dobiegł do mostu, nałożył na siebie egidę, oraz przyzwał księgę Wiary. Ktoś z zewnątrz mógłby pomyśleć, że samobójca, stracił wole do życia. Jednak mimo wszystko stanął przed wejściem, gestem próbował dać uciekającym do zrozumienia, że to jest ich jedyna szansa na chwilę obecną. Wyciągnął tarczę przed siebie, jakby chciał sięgnąć czegoś w powietrzu i wywrzeszczał rozdział I Księgi z mieszanką wściekłości i rozpaczy w głosie. Tworząca się kopuła zatrzymywała pociski i strumienie energii nadlatujące z placu, a nadchodzący Koszmaryci zostali zatrzymani przez Strażników lub golemy.

Chwilę utrzymywania magii strażniczej się wydłużały. Duża część uciekinierów chyba zdołała już się przedostać, a przynajmniej taką miał Airra nadzieje, której nie zostało mu wiele. Widział zmaganie strażników, wymieniali się cios za cios, strzał za strzał, ale nie widać było, by przesuwali się w stronę chronionego portalu, z którego ciągle przybywali kolejni przeciwnicy, część z nich biegła do walki z obrońcami a część do wnętrza miasta. Golemy, które na początku trzymały konstrukty przeciwnika i Koszmarytów, zaczęły opadać bez ruchu zniszczone albo zmyślnie dezaktywowane przez napastników. Jednak atakujący byli dobrze poinformowani o dostępnych środkach obronnych miasta i kapitalnie się przygotowali. Filary, które kiedyś majestatycznie przedstawiały sztandary bractwa, albo zostały rozbite, albo podziurawione. Zieleń, która była obecna albo została rozdeptana przez konstrukty i walczących, albo płonie od przelatujących wiązek energetycznych. Z miejsca, gdzie kiedyś tak często pijał miód z pozostałymi, unosił się słup dymu, a z okiennic wypadali martwi albo umierający.

Minuty się jeszcze bardziej wydłużały, na szczęście duża część cywili wyszła przez most. Tak przynajmniej tłumaczył sobie Airra, bo już nie było zbyt wielu biegnących w stronę mostu. Bariera Strażnika całkowicie opadła, już nie dał rady jej dalej utrzymywać. Zakładając tarczę na plecy i nie starając się odwracać za siebie, chwycił miecz oburącz i podążył za uciekinierami, chcąc ich dalej ochronić od potencjalnych grup ścigających. Widząc kondycję i ilość obrońców, zdawał sobie sprawę, że nie będzie dobrym pomysłem rzucanie się w przegraną walkę. Z jakiegoś powodu nie chciał rozstawać się z życiem, była raczej to jego wiara. Na chwilę obecną miał jeden wyraźny cel, doprowadzić uciekinierów w bezpieczne miejsce. A potem? Nie wiedział. Ogarniał go gniew, żądza zemsty i odwetu za tą rzeź. Jedyny pomysł jaki miał na tą chwilę to dostać się do Twierdzy i tam zasięgnąć porady przyjaciela.
"You're everywhere, and every time
Not the father, nor the mother,
You penetrate and baste the mind
Show my soul another light
You seduce and desecrate
So damn cold and far away!"