Autor Wątek: Stawka większa niż śmierć  (Przeczytany 150 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Forest

  • Towarzysz
  • ***
  • Wiadomości: 41
-Raz.. Dwa... Trzy-Zlodziej liczył swój każdy krok, brodząc w białym puchu po pas. Za sobą zostawiał małą ścieżkę czerwonych kropek.
Gdyby nie to że, jego krew przymarzła do płaszcza zostawiał by zapewnie krwawy strumień-"Przeklęci najemnicy" - przeklnął w duchu. -"Dostali zaliczkę, a mimo to zamiast mi pomóc, wbili mi nóż w plecy gdy tylko pojawiły się te mole z Priory" - Zlodziej zagryzł wargi, by po chwili splunąć krwawą kroplą na śnieżne podłoże. Spojrzał na swoją dłoń przyodzianą w metalową rękawice. Strasznie mu ciążyła ale nie mógł jej teraz zdjąć. Artefakt zdawał się nacierać na jego skórę tak mocno że, zdjęcie rękawicy wydawało się teraz nie możliwe. Aszot przeszedł jeszcze kilkaset metrów zanim jego mięśnie nie zaczęły dygotać od spazmów bólu, każdy krok stawał się dla niego katorgą ale w duchu starał się wmówić sobie że, do punktu zbiórki już tylko parę kilometrów że, to ostatnie zlecenie że, po nim kupi sobie wille w Elonie i założy własną winnice albo kupi sobie własną wyspę. W końcu pieniądze za rekawice były na tyle olbrzymie że, na miejscu Aszota każdy złodziej by się nie zastanawiał się i brał ofertę w ciemno. Coś jednak mu nie pasowało, dlaczego kolekcjoner ze stolicy tak bardzo chce mieć destrukcyjny artefakt na który polują zakonnicy? Gdyby wiedział że tak się to skończy napewno podbił by stawake. Vasil żałował pomału że przyjął to zlecenie. Z Priory by sobie poradził gdyby nie ta przeklęta Liga.- Jak tylko wyjdę z tego bagna, to popamiętają mnie ci niedzielni poszukiwacze wrażeń i ta przeklęta fioletowłosa zdzira -Przeklnął pod nosem, bowiem jego obecna sytuacja nie kreśliła się zbyt kolorowo. Jego mięśnie zaczęły trząść się z zimna oraz wyczerpania. Obrażenia zadane podczas walki z Ligą sprawiły że, złodzieja po kilku godzinach marszu zamroczyło. Upadał już kilka razy na śnieżną pierzyne ale tym razem nie miał już sił by się podnieść. Chłod powoli zaczął paraliżować jego ciało, a nowa warstwa śniegu przy rywala jego płaszcz i kapelusz, jego oczy powoli zaczynały się zamykać gdy usłyszał kroki, a po chwili szmer który wydał mu się rozmową dwójki osób. Nie miał jednak sił by podnieść się, a nawet zawołać o pomoc.Dwójka mimo to, zatrzymała się tuż przy jego zwiotczałym ciele. Podróżnicy pobserbowali chwilę jego stan po czym jeden z nich zakrzyknął donośnym głosem.- No złodzieju, spisałeś się na tyle że jednak pozyjesz dłużej.Askalon spłaca długi które ma wobec swoich wybawców...


« Ostatnia zmiana: Sierpień 26, 2020, 21:50:20 wysłana przez ForestElf »