Autor Wątek: Druga strona w skali szarości  (Przeczytany 95 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Moren

  • Towarzysz
  • ***
  • Wiadomości: 47
  • Always fab
   W domu o wiecznie zasłoniętych ciemnymi roletami oknach łatwo było stracić rachubę czasu. Zwłaszcza, jeśli nie opuszczało się go kolejną dobę z rzędu, a tryb życia prowadziło się iście chaotyczny. Teoretycznie były tu zegary, a nieco nadmierna ilość różnorakich klepsydr mogłaby wskazywać na dbałość w odliczaniu kolejnych godzin, czy minut, a jednak mimo tego wszystkiego Florian nie był w stanie określić nawet, czy był teraz dzień, czy może noc. Leżał w swoim łóżku na piętrze, głęboko analizując strukturę sufitu nad sobą. Niewielka, prosta lampka, stojąca na szafce nocnej oświetlała pomieszczenie w bardzo nikły sposób, tworząc dzięki temu wzór z cieni na obserwowanej powierzchni. Nie było to specjalnie interesujące, ale na tyle wciągające, by trudno było oderwać zmęczone spojrzenie.
   Cisza i spokój. Coś, co od lat cenił sobie tak bardzo, że zechciał wyprowadzić się do domu na uboczu, gdzie absolutnie nikt nie będzie mu przeszkadzał. Idealne warunki do długich kontemplacji i analizy filozoficznych tematów. Nikt się nie krzątał, nikt nie próbował podejmować z nim rozmowy, a jedyne dźwięki, jakie dochodziły do ucha, to sporadyczne skrzypnięcia drewna i tykanie zegarów. Doprawdy uwielbiał to miejsce, które śmiało mógł uznawać za swój osobisty azyl. A jednak... jednak wyglądało na to, że żaden spokój nie może trwać wiecznie. To, co do tej pory uznawał za pozytywne, teraz nagle zaczęło mu przeszkadzać. Było pusto. A przy okazji wydawało się tak zimno, choć przecież drewno w kominku paliło się jak zwykle. Niby tak samo, a jednak inaczej. Dlaczego coś, co przez tyle czasu nie robiło mu różnicy, teraz sprawiało, że nie potrafił normalnie funkcjonować? Gdzie popełnił błąd? Dlaczego tak łatwo było radzić innym, gdy samemu nie potrafiło się poukładać własnego życia?
   Wydawało się, że przy takiej ciszy trudno byłoby pominąć niepasujące do pozostałych dźwięki. A jednak najwyraźniej Flo odpłynął myślami tak daleko, że nie wyłapał nawet, gdy ktoś wszedł po schodach do jego sypialni i teraz właśnie stanął tuż obok jego łóżka. Tutaj, gdzie mieszkał całkiem sam, sąsiadów miał dość daleko, a gości przyjmował tak sporadycznie, że można by wyliczyć ich na palcach jednej ręki. Nic dziwnego, że gdy tylko zauważył cień, przesłaniający mu światło lampki, poderwał się natychmiast do pozycji siedzącej. Odruchowo sięgał już po cienisty miecz, który nieodłącznie towarzyszył mu tuż za poduszką i był już w połowie użycia zaklęcia ukrycia się w cieniach, gdy zorientował się w końcu, kim był ów intruz, który tak bez pukania władował mu się do domu. A w dodatku jeszcze do sypialni.
- Lucia...? Jak tu weszłaś? - Zapytał zaraz, porzucając chęć sięgania po broń i znikania. Odetchnął wyraźnie, choć serce będzie mu waliło zapewne jeszcze przez chwilę. Jego kuzynka wyglądała tak, jak zwykle. Starannie ułożone włosy, ozdobione kompletnie zbędnym i płaskim sztucznym kwiatkiem, długi czarny płaszcz, spódnica i obcasy. Obcasy, które powinny nieźle się tłuc, kiedy stawiała kroki. Minę miała jak zwykle niewzruszoną, choć przyglądała mu się badawczo i chyba nieco z góry. Cóż się dziwić, w końcu nad nim stała.
- Miałeś otwarte drzwi. Zapraszasz złodziei? - Odparła spokojnym tonem, w którym trudno było doszukiwać się oceniania, a które wręcz wynikało z treści jej słów.
- Otwarte...? - Powtórzył, wyraźnie nie dowierzając. Zerknął w kierunku, z którego przyszła, jakby spodziewał się prześwietlić wzrokiem podłogę i zobaczyć drzwi wyjściowe piętro niżej. - Niemożliwe... Musiałem zapomnieć. - Dodał po chwili, przeczesując sobie włosy, które po leżeniu, Bogowie wiedzą ile czasu, były w strasznym nieładzie. Zrobiło mu się trochę głupio. Dawno nikt nie widział go w tak bardzo prywatnej wersji i nie chodziło tu tylko o wygląd.
- Zapomnieć. Ty. - Mruknęła, ani trochę nie brzmiąc na przekonaną tym tłumaczeniem. Zerknęła za siebie, by zlokalizować krzesło, które zaraz bez pytania sobie podsunęła i zasiadła na nim, niczym terapeutka, którą zdecydowanie nie była. - Flo, co się dzieje? Wiem, że już o tym rozmawialiśmy i że chcesz być samowystarczalny, ale przecież widzę, że sobie nie radzisz. - Stwierdziła tonem tak spokojnym i neutralnym, że można by mieć nawet wątpliwości, czy aby na pewno w ogóle się martwiła. Jej siwowłosy kuzyn oparł się plecami o ścianę z cichym westchnieniem. Nie był przygotowany na takie spotkanie i trudno mu było teraz pozbierać się na tyle, by prezentować się jak człowiek bez problemów. Niestety podkrążone i napuchnięte oczy zdradzały go najbardziej, choć wymięta koszula i włosy w nieładzie wcale nie poprawiały sytuacji.
- Trudno zaprzeczyć. - Przyznał ostatecznie, wzrok zawieszając teraz gdzieś na biurku. - Ale kiedyś minie, tak to przecież działa? - Dodał zaraz, choć zbyt wiele to nie wyjaśniało. Sam ton miał dość spokojny, ale wprawne ucho mogło wyłapać skrywany w nim skrzętnie ból.
- To zależy, co. Może jak opowiesz, to będzie ci lżej? - Zasugerowała Lucia, zakładając sobie nogę na nogę. Nie było łatwo czytać między wierszami tego, co skrywał w sobie Florian, ale domyślała się, że nie chodziło raczej o żadną chorobę fizyczną. Pod tym względem chyba zupełnie nie byli do siebie podobni. Podczas gdy ona sama sobie wydawała się prosta jak budowa cepa, tak równie skomplikowanego mężczyzny jak on nie zdarzyło się jej spotkać. A teraz musiała przynajmniej próbować go zrozumieć.
- Hm, próbowałem już tego... Pomogło trochę. Na chwilę. - Odparł, powoli powracając wzrokiem do kuzynki, która tak bardzo zdawała się chcieć słuchać o jego problemach. Jakoś niespecjalnie miał ochotę o tym mówić i nawet nie chodziło konkretnie o jej osobę. Raczej nie miał ochoty roztrząsać tego kolejny raz i zupełnie niepotrzebnie znów czuć nieprzyjemnych emocji.
   A Lucia znowu musiała się domyślać. Jakby nie można było powiedzieć wprost, tylko ciągle krążyć gdzieś wokół. Czemu tak przed tym uciekał? Przecież i tak już się wydało, że było mu źle, więc po cóż jeszcze tak utrudniać sprawę? Skoro jednak chciał się tak bawić, pani detektyw podeszła do tego tak, jak na detektywa przystało. Drogą dedukcji zamierzała wykluczyć opcje, a tych w zasadzie można było wymyślić kilka.
- Ktoś cię skrzywdził? - Zapytała więc prosto z mostu. Wszak dlaczego w innym razie ktoś miałby zamykać się w domu, pogrążając się w smutku, który widać było na kilometr? Bacznie obserwowała jego reakcję, która mimo tego, że bardzo subtelna, chyba poniekąd potwierdzała jej domysły. W pierwszej kolejności umknął wzrokiem na ten swój miecz, a milczał zdecydowanie o kilka sekund za dużo. Po chwili przymknął powieki, by wreszcie ostatecznie obdarzyć Lucię zmęczonym spojrzeniem.
- Poniekąd. - Przyznał w końcu, nie wytrzymując tego kontaktu wzrokowego zbyt długo. Na szczęście nieopodal stało biurko, które wydawało się jakieś takie bezpieczniejsze do patrzenia. A wyglądało na to, że skoro już zaczął, to teraz chyba musiał się wytłumaczyć. - Nie sądzę, by zrobił to celowo, choć... trochę się w tym gubię. Relacje nigdy nie były moją mocną stroną. Być może to faktycznie moja wina, za bardzo się otworzyłem. Pewnie wcale nie dawał mi żadnych znaków, a ja wszystko sobie wymyśliłem, choć nie wiem po co. - Wyjaśnił, choć dla pani detektyw to wyjaśnienie było dosyć mgliste. A więc się zakochał, najpewniej bez wzajemności. W mężczyźnie? Cóż, bywało i tak, nie jej oceniać. Raczej nie spodziewała się, że Flo mógł przejawiać zainteresowanie kimkolwiek w bardziej romantycznym kierunku. A może to właśnie tu był ten problem?
- Hm, czyli rozumiem, że... dał ci kosza? - Zapytała tonem dość ostrożnym, choć te słowa obok łagodności raczej nie stały. A jednak chciała zyskać potwierdzenie swojej tezy i trudno było o lepszą drogę niż pytanie wprost. Niczym wyrwany z zamyślenia Florian drgnął lekko, by zaraz spojrzeć na Lucię w lekkiej konsternacji.
- Tak... w sumie tak. - Odparł, czując się wyjątkowo dziwnie, gdy mówił to na głos. Objął się luźno ramionami, wnioskując już po chwili, że i z tego powinien się wytłumaczyć. - Ale to nie jest główny powód, dlaczego tak mnie to... boli. - Podjął więc zaraz, nieco ciszej, obawiając się, że przy normalnym tonie załamie mu się głos. - Chodzi raczej o to, jak to rozwiązał. To, co mi powiedział o swoim podejściu do życia, już po kilku dniach stało się całkiem nieaktualne, a w moich oczach wyglądało jak... kłamstwo. Chodzi o niechęć do związków i poświęcenie dla pracy. - Choć mówił spokojnie, to jednak musiał wziąć nieco głębszy oddech, a głowę oparł na ścianie za sobą. - A potem rzucił wszystko dla kogoś innego. Dobrze, rozumiem... zakochał się. Nawet, jeśli poszło to tak szybko. Ja potrafię to zrozumieć, bo czuję to samo. Choć nie... ja przecież tylko sam się nakręcam. - Uśmiechnął się lekko i krzywo, wyczuwając już, że znów tracił panowanie nad emocjami. A jednak ciągnął dalej. - Ale dlaczego nie chciał mi po prostu o tym powiedzieć? Sam, bez potrzeby wyciągania go na spotkanie. Twierdzi, że chce być moim przyjacielem, a tymczasem zachowuje się, jakby wcale nie obchodziło go to, co czuję. - Dokończył chyba wreszcie ten nagły potok słów, który miał teraz zostać zastąpiony potokiem łez. Albo przynajmniej drobnym strumyczkiem, bo póki co jedynie jedna łza umknęła mu po policzku. Dość pośpiesznie otarł ją dłonią, a tą z kolei oparł sobie zaraz na czole, by przynajmniej częściowo zasłonić twarz.
   Zdecydowanie w takim stanie to jeszcze Lucia go nie widziała nigdy. Co więcej, do tej pory mogłaby nawet wierzyć, że Flo nie był zdolny do odczuwania głębszych uczuć. Wszak zawsze trzymał emocje na wodzy, a do tego nie wydawał się przejmować zbyt wieloma rzeczami. Doprawdy niesamowitą zagadką było to, kim był ów ktoś, kto doprowadził go do takiego stanu. Nie zamierzała jednak o to dopytywać, bo i nie miało to obecnie większego znaczenia. Podniosła się z krzesła, by dosiąść się do niego i przynajmniej spróbować go objąć. Nie była wybitną pocieszycielką, ale tyle wiedziała, że to pomagało zawsze w jakimś stopniu. Na szczęście w tym przypadku nie napotkała oporu, a jej kuzyn skrzętnie wykorzystał jej ramię, by ukryć swoją twarz przed światem.
- Mogłabym powiedzieć „nie martw się”, ale to chyba zbyt wiele nie pomaga, co? - Odezwała się dopiero po chwili łagodnym głosem. Dosyć odruchowo i nieco mechanicznie zaczęła głaskać go po plecach.
- Nie chcę go obwiniać... A jednocześnie czuję się tak źle, nie wiem. - Odparł, widocznie czując dalej potrzebę tłumaczenia się. Nie za dobrze jednak mówiło się przez łzy, więc szybko porzucił ten pomysł, starając się raczej skupić na tym, by się uspokoić. A potrzebował na to co najmniej kilku minut, podczas których Lucia cierpliwie nasłuchiwała, czy aby oddech miał już nieco spokojniejszy. Dopiero, gdy wydawało jej się, że było nieco lepiej, ponownie zabrała głos.
- Przyniosłam ciastka, są na dole. Może chcesz herbaty? - Zaproponowała, uznając, że chyba nie ma co drążyć bardziej tego tematu. Niestety faktycznie wyglądało na to, że trudno było pomóc w tej kwestii. Na to pytanie Flo podniósł wreszcie głowę, jednocześnie odsuwając się nieco.
- Mh-m, poproszę... dzięki. - Odparł, zerkając na nią jedynie bardzo przelotnie, widocznie niezbyt dumny z samego siebie. Wstał zresztą zaraz z łóżka, kierując się do wyjścia z pokoju. - Zaraz się ogarnę. - Stwierdził wciąż dość przygnębionym głosem, jednak z takim zamiarem wyruszył do łazienki. Lucia odprowadziła go wzrokiem bez słowa, siedząc na łóżku jeszcze przez chwilę. Czy to dobrze, że wyciągnęła z niego te informacje? Trochę nie była pewna. Nie chciała, by czuł się z tego powodu gorzej, choć może ostatecznie będzie mu trochę lżej? Co prawda podobno nie była pierwszą osobą, której się wygadał, ale jeśli wtedy pomogło choć trochę, to może i teraz nie będzie gorzej? Wciąż dziwnym wydawało jej się to, jak bardzo Florian to przeżywał. Ciekawe, czy to pierwszy raz, kiedy w kimś się zakochał? Jego mocna reakcja mogłaby na to wskazywać, ale zdecydowanie nie wypadało o to pytać. A przynajmniej nie teraz. Może kiedyś? Z tą myślą pani detektyw podniosła się i ruszyła na dół, by przygotować herbatę. Tym razem całkiem dobrze było słychać stukot jej obcasów na schodach.